Bo moim hobby jest…

Kilka dni temu wypełniałam aplikację na obywatelstwo. Zgadza się, nagminnie pluję na USA, ale zawsze lepiej mieć to obywatelstwo niż go nie mieć.

Aplikacja dosyć szczegółowa, trzeba się było odrobinę opisać. Ja musiałam opisać się ciut bardziej z tej prostej przyczyny, że zmieniałam nazwisko tyle razy w swoim młodym życiu, że zabrakło miejsca, żeby wszystkie last names wymienić. Takie już moje szczęście.

W rubryce, gdzie pytali o przynależność do organizacji i grup, zgodnie ze stanem faktycznym podałam Amnesty International. Rodacy moi zwykle nie wpisują nic, a przecież to dopiero wygląda podejrzanie. Jak nic nie podasz, to pewnie cos ukrywasz. Jakąś Al-Kaidę albo innych ekstremistów. Tak właśnie myślą tutejsze służby imigracyjne.

Po godzinie ślęczenia nad papierami, kiedy wreszcie dobrnęłam do końca, zastanowiło mnie jedno. Skoro interesuje ich wszystko, włącznie z wyjazdami poza granice kraju na mniej niż 24 godziny, to czemu nie pójdą dalej. Pewnie, o orientacje seksualną pytać nie mają prawa, ale czemu nie spytać delikwenta o hobby i zainteresowania. To dopiero byłaby kopalnia wiedzy o przyszłym obywatelu!

Zaczęłam się zastanawiać co bym wpisała. Co interesuje mnie najbardziej? Czym się pasjonuję?

Lubię gotować i wychodzi mi to nieźle, ale nie nazwałabym tego hobby. Kiedyś jeździłam konno, ale w NY o konie ciężko, więc odpuściłam. Uwielbiam podróże, nowe miejsca, interesujących ludzi, ale nie nazwałabym tego pasją. Z chęcią oglądam dobre kino, sporo czytam… Właśnie, najchętniej czytam o seksie. I jeśli miałabym wybrać jedną jedyną rzecz, która mnie prawdziwie pasjonuje, tak zupełnie szczerze, powiedziałabym: seks.

Uwielbiam o tym czytać, pisać i rozmawiać. Interesuje mnie w jaki sposób ludzie to robią i dlaczego akurat w taki. Uwielbiam poznawać fantazje seksualne innych, badać w jakim stopniu pokrywają się z moimi własnymi, analizować. To wszystko jest niesamowicie fascynujące! Kocham wielowymiarowość ludzkiej seksualności, z ochotą zgłębiam jej tajemnice.

Seks oralny, analny, trójkąty, gang bang, orgie, homoseksualizm, prostytucja, masturbacja i jej techniki, zabawki erotyczne, seks jaskiniowców, starożytnych, epoka wiktoriańska i morale tamtej epoki…

To wszystko jest takie ciekawe.

4 myśli nt. „Bo moim hobby jest…

  1. Widzę, że Twoje marzenia się konkretyzują. Zawsze chciałaś mieć to obywatelstwo, co jak co ale daje ono większą swobodę i wolność. Gratuluję.

  2. Dzieki Lilith, choc w zasadzie to gratulowac bedzie mozna jak bede trzymac obywatelstwo w rece. Pewnie, ze lepiej je miec niz nie, tym bardziej, ze razem ze mna dostaje je i moja corka. Mam nadzieje, ze dla niej to bedzie oznaczalo jedna opcje wiecej.

  3. Z jednej strony narzekasz i opluwasz USA (typowo polskie, swoją drogą), z drugiej szybciutko ustawiasz się w kolejkę po obywatelstwo tego kraju. Czyli Twoje czyny nie pokrywają się z Twoimi deklaracjami.

    Ach ta nasza piękna hipokryzja.

    Nie masz odwagi napisać wprost co i dlaczego? Powinnaś mieć, wnioskując po tym, co piszesz na swoim blogu.

    Napisz, że po prostu chcesz do USA, bo tam jest łatwiej. Życie na czyjś rachunek zawsze jest wygodniejsze i lżejsze. Waluta USA jest walutą rezerwową świata i jednocześnie Amerykanie mogą ją sobie drukować. Oto cały sekret ich wielkiego sukcesu. Osiągnięcie danego poziomu w USA jest lżejsze i kosztuje mniej pracy niż w innych krajach, ponieważ aby zdobyć pożądane dobra nie musimy oddać ekwiwalentu innych dóbr wzamian, a sporo mniej. Resztę dodrukuje za nas rząd, wykorzystując uprzywilejowaną pozycję, funkcjonującą od końca II Wojny Światowej.

    To i tylko to jest prawdziwą przyczyną dla której USA to ciągle Ziemia Obiecana dla tylu z nas. Tak ciężko ująć to wprost?

  4. Nie chce do USA, bo juz tu jestem. Kazdego, kto twierdzi, ze to ziemia obiecana chetnie zaprosze tutaj, zeby sobie zobaczyl w jakich warunkach tu sie zyje i pracuje. W porownaniu z tym co w ojczyznie, to tutaj jest jak na zeslaniu, przynajmniej dla mnie.
    Nie ustawiam sie w kolejce po obywatelstwo, tylko za nie slono place. Po co? Ano po to, zebym i ja i moje dziecko nie musiala sie tu meldowac minimum raz w roku, zeby utrzymac zielona karte. Taniej jest zaplacic w tym momencie $700 i miec ten problem z glowy. To nie hipokryzja, tylko czysto ekonomiczna kalkulacja. Bycie obywatelem USA wcale nie rowna sie pagnieniu spedzenia w tym syfie reszty zycia. To tylko o jedna opcje wiecej, nic poza tym.
    A kazdemu kto powie, ze osiagniece pewnego poziomu w Ameryce jest lzejsze, powiem ze albo jest idiota, albo nie ma pojecia o panujacej tu rzeczywistosci. Wcale nie ciezko ujac to wprost.

Możliwość komentowania jest wyłączona.