Seks biznes, czyli spełnianie marzeń

Kryzys, recesja, załamanie koniunktury – te słowa słyszymy ostatnio bardzo często w odniesieniu do miłościwie panującej nam księżnej ekonomii. Każdy radzi sobie jak może, kreatywność i nieszablonowe myślenie są dziś bardziej niż kiedykolwiek pożądane. Trudna sytuacja ekonomiczna nie oszczędza żadnej branży, ale szeroko rozumiany seks biznes się nie daje.

Skoro mowa o kreatywności, to natknęłam się ostatnio na… parę specjalizującą się w spełnianiu fantazji erotycznych.

Uprowadzenie, tortury, gwałt, role play: rodzic – dziecko, uczeń – profesor, doktor – pielęgniarka, szef – sekretarka; medical bondage, intensywne badanie ginekologiczne i wszelakie wariacje w temacie wizyty u lekarza, elektro-tortury, etc. Do wyboru, do koloru. Deklarują, że jeśli czegoś brak w powyższej liście, wystarczy zapytać, a zrobią wszystko, by spełnić marzenie zleceniodawcy.

Nie ma to nic wspólnego z prostytucją, chodzi stricte o realizacje fantazji. Nie mam pojęcia, jak ów project prosperuje w ramach prawnych, ale przypuszczam, że nie robią tego „na dziko”,  i wprowadzenie pomysłu w życie poprzedziła niejedna wizyta u prawnika. Jak to mawiają w krainie wielkich możliwości: better be safe than sorry (lepiej się zabezpieczyć niż żałować).

Pomysł jest świetny, zastanawiałam się nad możliwością przeniesienia go na grunt Polski 😉 Obawiam się, że rodacy jeszcze nie dojrzeli do tego, że nie wspomnę o podejściu prokuratury i otoczce prawnej, klasyfikującej wspomniane formy aktywności jako coś z gruntu złego, wymagającego penalizacji.

Chwytam się jednak nadziei, że nie od razu Kraków zbudowano…