M jak miłość, R jak ruja

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że ilu ludzi, tyle definicji miłości. Każdy z nas uważa, że odkrył na własne potrzeby prawdę absolutną, albo właśnie przemierza życie i jest tuż tuż, już prawie tam dotarł.

Wielu z nas uparcie łączy seks z miłością. Kobiety są w tym specjalistkami. Wmówiono nam, już nawet nie pamiętamy kto to zrobił i kiedy, że aby czerpać pełną i prawdziwą przyjemność z seksu, musimy darzyć partnera uczuciem. Tak jest wznioślej, mniej zwierzęco, bardziej cywilizowanie. Powtarzamy sobie, że różnimy się od zwierząt, bośmy istoty myślące. Uleganie niskim instynktom, a do tej kategorii należny podążanie za pragnieniami, które zamiast w mózgu, rodzą się podbrzuszu, jest postrzegane negatywnie. Mężczyźnie jeszcze ujdzie, faceci lobbowali za swobodą seksualną od zarania dziejów, to im się należy, ale kobieta?

Kobieta?! Matka dzieciom, żona, córka? Nie, one nie odczuwają takich popędów, zwierzęca chuć jest im całkowicie obca. A jeśli któraś odważy się wychylić i zaprotestować, to zaraz się ją przywołuje do porządku.

Niewiasta ma być porządna. Pewnie, kurwy też rację bytu mają, jakiś wentyl bezpieczeństwa w tej zbiorowej schizofrenii być musi. No bo skoro takie jesteśmy święte, to z kim ten seks uprawiać?

Mówiąc ‘kurwy’ niekoniecznie mam na myśli panie robiące to za pieniądze. Kurwą może być ta młoda rozwódka z dzieckiem, mieszkająca na pierwszym pietrze, do której przychodzi co kilka dni inny facet.

W świadomości moich rodaków funkcjonuje jasny podział na ladacznice i te święte. Tak jest dla nich prościej, muszą mieć nazwane rzeczy po imieniu, inaczej zginęliby, zostali w tyle jak pokryty kurzem relikt przeszłości.

Nie wierzę, że jestem jedyna, której zdarza się odczuwać zwierzęce pożądanie w kierunku mężczyzny, którego nie znam i poznawać nie mam zamiaru. U mnie ruja trwa cały rok. Ten palący ogień, mrowienie w podbrzuszu, rozpalone policzki… Czasem pożądanie jest jak fizyczny ból. Pragniesz, żeby przeszło, próbujesz ignorować, ale to uparcie narasta, nie ma przed tym ucieczki. Pomóc mogą tylko sprawne palce, własne bądź cudze… w zależności od rozwoju wypadków. Oto klasyczna ruja w pełnym rozkwicie.

Ruja nie ma nic wspólnego z miłością, to jedynie instynktowne nastawienie na kompatybilnego samca, czysta natura, nic wiecej. Dlatego nie ma żadnego sensu dorabianie do tego ideologii.

Sytuacja dobrze mi znana. Współpracownik, szef, klient, kolega poznany na ‘wieczorku perwertów’ (albo koleżanka), przypadkowy facet na stacji metra, mogę wymieniać długo.

Nieraz oszukuję siebie, igrając z ogniem, krążąc jak ćma przy świecy. Wmawiam sobie uparcie: “tylko troszeczkę, jest przecież tak miło kiedy ona wodzi koniuszkiem palcata miedzy moimi piersiami (patrz wieczorek perwertów), kontroluję się, a ona ma takie miękkie usta…  Zaraz, nie mówiłam, że na widok kobiet też się ślinię?

I co? I nic, przywołuję sama siebie do porządku, jakkolwiek nieprawdopodobnie to zabrzmi. Powracam na ziemię z  bólem serca w kroczu ( to z napięcia). Wcale łatwo nie jest, z ręką na sercu powiem, że bywa strasznie ciężko.

Dlaczego w takim razie to robię?

Bo kiedyś obiecałam, a obietnic się dotrzymuje. No i nic nie smakuje tak dobrze, jak duet seksu z miłością.

Teraz już wiecie, jestem strasznie staromodna.

Piekło

Przeszukując internet w poszukiwaniu artystycznych wariacji w temacie ognia piekielnego, natknęłam się na poniższy:

demon-bondage 

Autorką dzieła jest Suzanne Ballivet i tak wyobraża sobie męki piekielne dla grzeszników seksualnych ;)

Nie mogę pozbyć się myśli, że dla masochisty piekło musi być prawdziwym rajem…

 

Inne tej samej autorki: 

s balllivet

s balllivet1

s balllivet2

wiecej TU

Wielki Łowczy

Otwieram z buta drzwi od kibla, będąc niemal pewny, że ją tam znajdę. Nie pomyliłem się. Grzeczna dziewczynka, posłuszna suka. Patrzę na nią, kiedy ani odrobinę nie speszona moją obecnością wgryza się w usta dziewczyny, którą dociska ciałem do ściany. Ofiara, widząc intruza w drzwiach próbuje coś powiedzieć, ale jej nieporadne protesty zostają błyskawicznie zduszone przez moją sukę. Chce się wyrywać, ale moja dziewczynka nie ma w zwyczaju wypuszczać tego, co raz złapie.

Oglądam się za siebie, w kierunku skąd przyszedłem, chcąc mieć pewność, że rozgrywająca się akcja nie umknie uwadze gości. Co bardziej zaciekawieni podchodzą bliżej, nawet jak na to miejsce, dwie suki dające taki spektakl nie są czymś zwyczajnym.

Tak, spektakl to właściwe słowo. Moja suka wie dokładnie jak doprowadzić widownię do wrzenia, nie pozwalając ani przez moment nudzić się swojej zdobyczy. Wie, co stojący najbliżej wejścia napaleni faceci chcą zobaczyć, umie też wywołać trudny do przeoczenia rumieniec wśród damskiej widowni.

Dla niej to dopiero rozgrzewka, ćwiczenie by nie wyjść z wprawy, coś na zaostrzenie apetytu. Na danie główne czas przyjdzie później. Po północy zacznie rozglądać się za kolejną ofiarą. Kimś, kogo zabierzemy ze sobą, kto przekroczy progi naszego królestwa. Puki co, niech się bawi, niech pieprzy upolowaną pannę, wsuwając w nią rękę aż po ozdobiony bransoletką nadgarstek.

Kiedy stwierdzam, że wystarczy, ona reaguje natychmiast. Porzuca rozpaloną cipkę chwilowej kochanki, na pożegnanie dając do oblizania błyszczące od soków palce. Przyciągam ją za kółko przy obroży, nie muszę mówić ani słowa. Opada na kolana i spełnia swoja powinność, twardy członek raz po raz znika w jej ustach. Jestem świadomy tego, jak bardzo jest podniecona, ale z sadystyczną przyjemnością odmawiam jej zaspokojenia. Jeszcze nie, jeszcze długo nie. Podczas gdy suka pracuje ustami, spoglądam na jej niedawną, pozostawioną samą sobie kochankę. Dziewczyna porzucona na krawędzi spełnienia pieści się sama, a kiedy w końcu wyszarpuje spod palców upragniony orgazm, ciepłą sperma zalewam gardło mojej suki.  

Ruszaj na łowy, śmiało, pokaż co umiesz…  I cala historia zaczyna się od nowa.


Suka

Mam niekłamaną przyjemność zapowiedzieć premierę napisanej przeze mnie książki. Wydane nakładem Wydawnictwa Replika dzieło liczy 160 stron, plus dodatek ze zdjęciami, których część nigdy wcześniej nie była prezentowana, ani na mojej stronie, ani gdziekolwiek indziej.

 
Oto jak zapowiada Sukę wydawca:

  Już na początku września w księgarniach ukaże się książka, jakiej jeszcze w Polsce nie było.Pisząca pod pseudonimem Goodgirl, autorka prezentuje polskim czytelnikom szczere wyznania dotyczące zachowań i relacji z kręgu BDSM oraz zapisuje swoje doświadczenia.

“Suka” to także szczery obraz współczesnego społeczeństwa polskiego. Drastyczne sceny sado-maso ze “Slajdów z namiętnika” stają się przewrotną przeciwwagą dla krytyki rzeczywistości. Autorka w swych opowieściach rozprawia się z zaściankowym i sfrustrowanym społeczeństwem, konserwatywnymi elitami politycznymi oraz próbującym za wszelką cenę utrzymać obłudne status quo Kościołem.

 

Suka_3D

Zawsze i nigdy

Ponoć nie dobrze jest używać słów ‘zawsze’ oraz ‘nigdy’…

Zawsze twierdziłam, że nie da się przedstawić miłości dwóch mężczyzn, tak by ukazać jej piękno. Uważałam, że jeśli fotografie homo, to tylko kobiet. Osąd taki wysnułam na podstawie prywatnych subiektywnych kryteriów estetycznych. Nigdy nie przypuszczałam, że przyjdzie mi zmienić zdanie. Aż do teraz.

 

h

 

Fotka pochodzi z kapitalnej strony http://sexisnottheenemy.tumblr.com/  

Phoolan Devi

Polacy mają Janosika, hindusi Poolan Devi – Królową Bandytów. Ta kobieta miała tupet, odwagę i determinację jakiej pozazdrościłby jej niejeden facet. Wzbudzała skrajne uczucia, szczególnie w tradycyjnym społeczeństwie kastowym. Należąc do Mallah, już z samej przynależności do niskiej kasty powinna osunąć się w cień, a będąc kobietą nie powinna w ogóle zabierać głosu, nawet w sprawach dotyczących jej samej. Poolan Devi się to nie podobało, ani myślała żyć zgodnie z hinduską tradycją. Była kobietą, która miała odwagę wziąć los we własne ręce, coś całkowicie niespotykanego w tamtejszej kulturze. Dzięki temu stała się bohaterką.

Jej historia zaczęła się raczej niefortunnie – urodziła się w małej wiosce nad rzeką Yamuna, skazana na biedę i ubóstwo jeszcze przed narodzeniem – należała do jednej z najniższych kast. Od najmłodszych lat wykorzystywana do najróżniejszych prac, normalny los każdego dziecka Mallah. Pracowała dla członków wyższych kast, jako wynagrodzenie otrzymując odrobinę jedzenia, choć i to nie zawsze. Jako jedną z pięciu sióstr nikt się nią nie przejmował – przecież była tylko kobietą.

Zastanawiające jest, w kontekście otoczenia w jakim wzrastała i traktowania, skąd wzięła się jej duma, przekonanie, że pomimo bycia kobietą zasługuje na coś lepszego niż gwałt, bicie i służenie innym. Może to przejaw naiwności, brak wyobraźni jakie mogą być konsekwencje buntu, a może właśnie niezłomna wiara w to, że można być kowalem swego losu dały jej ogromną siłę, by stawić czoło kastowemu społeczeństwu rządzonemu przez garstkę bogaczy. Na pewno termin “feminizm” był jej zupełnie obcy, wszak była niepiśmienna i nigdy nie chodziła do szkoły. Wydana za mąż w wieku jedenastu lat, oddana w zamian za krowę jak głoszą niektóre opowieści, została odesłana przez męża do rodzinnej wioski kilka lat później. Uznana przez społeczność za “napoczętą” i nieczystą, mówiła później, że właśnie wtedy dotarło do niej z całą wyrazistością jak skonstruowany jest świat wokół. Zrozumiała, że są lepsi i gorsi, że uprzywilejowani mają się za bogów i czują się właścicielami ludności należącej do niższych warstw społecznych. Mówiła, że nie uważała się za rebeliantkę, ona jedynie postępowała tak jak jej dyktował rozum i poczucie sprawiedliwości. Zwykle jedno pociągało za sobą drugie, łamanie praw tradycji skierowało na nią gniew wioskowej starszyzny. Pewnego dnia syn rządzącego wioską zebrał grupę mężczyzn i udał się do domu rodziców Phoolan Devi, gdzie na ich oczach ją zgwałcono. Phoolan, zgodnie z panującą tradycją powinna znieść hańbę w milczeniu i nikomu nie mówić o tym, co zaszło. Tyle, że w tamtej chwili jej metamorfoza dobiegała końca, coraz mniej w niej było biednej, zastraszonej dziewczyny.

Jako karę za upublicznienie przez Phoolan gwałtu, starszyzna wioski skazała ja na małżeństwo z parobkiem służącym… jej gwałcicielowi. Nie mając wiele do stracenia, uciekła.

Wobec takiego obrotu sprawy, starszyzna udała się złożyć skargę na policje, gdzie uznano Phoolan za winną zniewagi oraz kilku innych przestępstw. Została aresztowana, dostarczona na posterunek policji… i po raz kolejny grupowo zgwałcona. Była tylko kobietą, jak śmiała przeciwstawić się woli mężczyzny? Jako, że nie znaleziono wystarczających dowodów, by ją posłać do wiezienia, została puszczona wolno.

Po przybyciu do wioski traktowana ją gorzej niż zwierzę, dla wieśniaków była pariasem, niegodnym by czerpać wodę z tej samej studni. Uważano, że jeśli napije się z niej, woda stanie się trująca. To wszystko działo się w latach 80 ubiegłego wieku, nie w zamierzchłej przeszłości.

W swojej autobiografii Phoolan nie tłumaczy się, ani nie usprawiedliwia. Po prostu pewnego dnia przestała czuć się ofiarą, i jej życie diametralnie się zmieniło.

Odrzuciła wszelkie ograniczenia – “to oni stworzyli Królową Bandytów” – tak tłumaczyła kiedy już zasiadała w parlamencie. Tak, to nie pomyłka, ta niepiśmienna, urodzona by służyć innym i żyć w ubóstwie dziewczyna zasiadła w Xi Lok Sabha – Indyjskim Parlamencie.  Ale zanim to nastąpiło, przewodziła przez lata grupie zbrojnej złożonej z samych mężczyzn, napadając na bogatych przedstawicieli wysokich kast i porywając ich dla okupu. Nie zatrzymywała profitów, oprócz tego co niezbędne do przeżycia, resztę oddając najbiedniejszym. Tym zaskarbiła ich miłość i zyskała respekt. Z jednej strony dobra bogini (tak ja nazywali), z drugiej anioł zemsty. Bez cienia litości wymierzyła sprawiedliwość swoim oprawcom. Do dziś masakra w Behmai jakiej była sprawczynią w dzień św. Walentego jest największą w historii współczesnych Indii. Właśnie wtedy nadano naszej bohaterce miano Królowej Bandytów, zaś minister zarządzający prowincją Uttar Pradesh gdzie znajduje się wioska Behmai, podał się do dymisji. Od tej pory Phoolan zaczęła być utożsamiana z reinkarnacją bogini Durga, zaś w sprzedaży pojawiły się lalki zrobione na jej podobieństwo.

Policji nie udało się ując ani jednego ze sprawców masakry w Behmai, a dwa lata po tragedii rząd Indiry Ghandi zaapelował do Phoolan Devi, by podała warunki na jakich gotowa jest się poddać.

Spędziła w więzieniu 11 lat, będąc sądzona za 57 rożnych wykroczeń. Po wyjściu na wolność założyła grupę, której zadaniem była nauka ludności z najniższych kast samoobrony. Wywodząc się stamtąd wiedziała, że owa umiejętność bardzo się przydaje.

W 1996 roku została wybrana do parlamentu, gdzie zasiadała aż do dnia śmierci. Według niektórych źródeł w 1998 została nominowana do pokojowej nagrody Nobla.

Zginęła 25 czerwca w zamachu, zastrzelona pod drzwiami swojego domu w New Delhi. Do końca walczyła o prawa tych najsłabszych, o dostęp do wody pitnej, edukację kobiet, upiekę zdrowotną. O wszystko to, co nam, wychowanym w pro zachodnim społeczeństwie wydaje się oczywiste i na wyciągniecie ręki.

Tak sobie myślę, że obecność kogoś podobnego do Phoolan Devi na polskiej scenie politycznej, wyszłaby nam zdecydowanie bardziej na zdrowie niż wszystkie Rokity, Leppery i Macierewicze razem wzięte. Jest wiele ważniejszych spraw niż przepychanki pod krzyżem czy ‘zbrodnia’ dokonana 10 kwietnia…

phoolan.devi

Fire Island

Przyleciała prosto z Ognistej Wyspy, zawdzięczającej swą nazwę wulkanowi Yasur, z najaktywniejszych na świecie. Mała paczuszka ze startym na proszek korzeniem pewnej rośliny – piper methysticum (kava kava). Piper to po łacinie papryka, a methysticum to po grecku psychoaktywna. Na wyspach Pacyfiku roślina ta jest znana od wieków, zajmuje trwałe miejsce w kulturze i stylu życia. Mówi się, że tamtejsza ludność umknęła zgubnemu wpływowi alkoholu właśnie dzięki tej magicznej roślinie. Nie uzależnia, dając efekt znacznie milszy niż typowe ’wstawienie’, charakterystyczne dla napojów z procentami. Nie na darmo wśród ludów Polinezji kavę spożywają szamani przed obrzędami. 

Po wypiciu napoju z kava kava pierwsze co czujesz, to znieczulony język i usta. Po kilku chwilach dołącza do tego żołądek. Znieczulenie jest bardzo podobne do tego u dentysty. Brak czucia mija po kilku minutach, w zamian zaczynamy się czuć z każdą chwila przyjemniej. Euforia i stan błogiego relaksu narasta do 15 minut po wypiciu napoju. Później zatrzymuje się i utrzymuje na stałym poziomie przez około 2,5 godziny. Do euforii dochodzi zwiększona wrażliwość na bodźce, światło i dźwięk. Ten ostatni słychać bardzo ‘przestrzennie’. Do tego dochodzi także swoiste mrowienie w okolicach intymnych. Bardzo przyjemne mrowienie, muszę przyznać. Seks? O tak, jak najbardziej. Wyostrzone maksymalnie zmysły podarują nam orgazm, który eksploduje w podbrzuszu jak fajerwerki. Daję słowo, sprawdziłam. Paczuszka z Fire Island potrafi zamienić sypialnię w prawdziwie ognistą wyspę.

Co z legalnością tej rośliny? Zwykle bywa tak, że to co dobre nie jest legalne. Dzięki bogom, nie w tym przypadku. W Stanach Zjednoczonych kava kava jest normalnie dopuszczona do obrotu. Nikt nie robi tajemnicy z faktu, że jest to roślina psychoaktywna, natomiast zdarza się, że lekarze zalecają ją w przypadku nerwicy, niektórych fobii, bezsenności, depresji oraz przeciwbólowo. Relaksuje nie zaburzając jasności myślenia i to właśnie jest genialne. Odwrotnie do innych środków psychopaktywnych, nie otępia.

W Polsce piper methysticum zostało wpisane na listę substancji nielegalnych w listopadzie ubiegłego roku. Po za Polską, w większości krajów Europy jest legalna. Co pozostaje rodakom chcącym zakosztować magicznego działania kava kava? Zakupy przez internet – sprzedawcy z Vanatu, Fiji, Panui Nowej Gwinei czy Hawajów bez oporów wysyłają także do Polski.

Wypoczywam więc, popijam kava z Fire Island i myślę, jak zatrzymać lato. Wokół góry, jeziora, za domem mieszka piesek preriowy, raz zaglądnęła niedźwiedzica baribala z dwoma małymi. A, byłabym zapomniała – są jeszcze piękne jaskinie. 

 

1 283

Natura czy stereotyp?

Wiesz, spotykałem się kiedyś z fajną dziewczyną, była starsza ode mnie i w końcu się przez to rozstaliśmy – opowiada Michał. Miałem wtedy 27 lat, ona 31. Dopiero po roku znajomości przyznała się, że naprawdę ma nie 31, a 37! Dziesięć lat starsza ode mnie! Wyobrażasz to sobie?! – zwrócił się z retorycznym pytaniem do mnie.

Pewnie, że sobie wyobrażam – pomyślałam, nie mówiąc ani słowa.

Ja bylem młodym chłopakiem, ona starą torbą. No jak mógłbym się związać z kobietą starszą o 10 lat? Wiesz, że z facetami jest jak z winem, za to kobiety są jak mleko. Jedno dojrzewa z czasem, drugie ma krótki termin przydatności do spożycia – podsumował.

Ugryzłam się w język przekonując samą siebie, że nie mnie oceniać poglądy tego młodzieńca.

Nie mogłam przejść do porządku dziennego nad tym co usłyszałam. Dlaczego mnie to tak drażni? - zastanawiałam się.

Właśnie, dlaczego? Takie podejście pokazuje z całą wyrazistością, że podwójne standardy mają się w naszych umysłach dobrze, wręcz doskonale. Facet z młodszą partnerką wzbudza uznanie bądź zazdrość, ale nawet ta zazdrość ma pozytywny wydźwięk – że taki jurny, obrotny, widać ma kondycję, etc. Jednym słowem – młoda laska przy boku faceta mogącego być jej ojcem to niemal jak awans społeczny i medal za męskość.

W druga stronę, kiedy on jest młodszy od niej, już nie reagujemy tak entuzjastycznie. Taka konfiguracja wzbudza zdecydowanie więcej krytycznych ocen i uwag. Bardzo często z ust samych kobiet.

Co nami kieruje? Zwyczajna zazdrość, stereotyp przyznający prawo do bujniejszego życia erotycznego samcowi, czy może natura? Czy pod przykrywką stereotypu nie ukrywa się przemyślany plan natury? Nikomu tłumaczyć nie trzeba, że starszy mężczyzna z młodą partnerką może bez przeszkód przekazywać swoją pulę genów. Dopóki jest w jako takiej kondycji, nic nie stoi na przeszkodzie by płodził potomstwo. Jego plemniki są może mniej żywotne niż dwudziestolatka, ale nadal są… Dodatkowo, ten starszy partner przeważnie ma stabilną sytuację materialną, co za tym idzie zapewni określony standard życia potomstwu.

W druga stronę nie jest niestety tak fajnie. Czas versus biologia działa na niekorzyść kobiet i jest to fakt niezaprzeczalny. Pomimo tego, że w dobie medycyny cudotwórczej zdarzają się nawet sześćdziesięciolatki zostające mamami, nie wzbudza to powszechnego entuzjazmu. W dzisiejszym świecie pani po menopauzie może zostać matką, jeśli tylko ma fundusze na opłacenie lekarza bez zasad.

W przypadku związków z większą różnicą wieku warto brać pod rozwagę, że czas jest nieubłagany, niezależnie od płci. Ważne, aby zdawać sobie sprawę z ograniczeń, jakie owa różnica wieku nakłada. On mający młodszą o 20 -30 lat partnerkę, w wieku 70 lat może mieć problem z dotrzymaniem jej kroku. Ona, starsza o 15 lat może się pewnego dnia zdziwić, gdy wybranek powie jej, że dojrzał i pragnie rodziny i martwi go, że ona jest za stara na to by zostać matką.

Jeśli obie strony wchodzą w taki okład na jasno określonych zasadach, zdając sobie sprawę z ograniczeń, a łączy ich szczera chęć bycia razem – nie odbierajmy im do tego prawa, powołując się na prawa natury czy kierując klasycznymi stereotypami.

Ogrod ziemskich rozkoszy

Ogród ziemskich rozkoszy… Nie, nie widziałam. Tamtego czerwcowego dnia wolałam smakować życie na madryckich brukach niż przemierzać chłodne przestrzenie muzeum Prado. Jednak znam doskonale. Każdą kreskę, każde pociągnięcie pędzla artysty. Niezmiennie kojarzy mi się z latem. Z ciężkim i przesyconym wilgocią powietrzem, tak gęstym, że można ciąć nożem. Z morskim powiewem od wybrzeża, tak słonym, że gdy wyciągniesz język poczujesz smak soli. A czasem ze smagającym rzemieniami gorąca pustynnym wiatrem…

Oglądany pierwszy raz oczami czternastoletniej dziewczyny, zapadł w pamięci na zawsze. Jego inność wypaliła znak jak rozżarzone żelazo, zmusiła do myślenia. Nie tyle nad religijną interpretacją dzieła, ile nad prostym faktem: co sprawia, że jedni widzą to wokół padół łez i cierpienia, a inny postrzegają tą samą rzeczywistość jako ogród rozkoszy. Wszystko jest w głowie, to wiem na pewno. Widzimy to co chcemy zobaczyć. Zawsze.

Wybieram ogród, poproszę rozkosze. Już dawno temu odkryłam, że wolę masochizm ograniczyć do sypialni, nie pożądam go w codzienności. Znacznie bliżej mi do hedonistki libertynki, ogrodniczki pielęgnującej rabaty z rozkoszami. A w lecie, rozgrzany promieniami słońca ogród ma się najlepiej.

Podlewam więc i plewię chwasty, dodaję nawozu, by plon był okazalszy. Karmię umysł i pobudzam zmysły. W tym celu jako lektura na lato zakupione zostały “Dziennik nimfomanki” Valerie Tasso, oraz “Życie seksualne Catherine M.” autorstwa sześćdziesięcioletniej kustosz paryskiego muzeum. Któż zna się na rozkoszach ciała lepiej niż stara, wyuzdana kobieta? Więc się edukuję i poszerzam horyzonty.

Poczyniłam także inwentaryzację. No jak to, gdzie? W zabawkach. Razem z najnowszym nabytkiem doliczyłam się imponującej liczby sześciu wibratorów. A skoro o nich mowa… Co może być lepszego na zakończenie meczącego dnia, od test drive? Pójść do łózka z wybitnie poznawczym nastawieniem, bez oczekiwań, najpierw dobro nauki, później orgazm, a niech tam! Jazda próbna wypadła co najmniej zadowalająco – legendarne hitachi magic wand zaliczone. Dość legend i mitów, relacji szeptanych po kątach, prawda jest jedna i została objawiona. Polecam gorąco miłośniczkom ekstazy totalnej, od czubków palców po końcówki włosów – orgazm, od którego zakwasów macicy można dostać. A jeździłam tylko na ‘niższym’ biegu. Dodatkowym plusem czarodziejskiej różdżki jest, że używana w trakcie stosunku, przyłożona do damskich genitaliów, potrafi wysłać na orgazmiczną orbitę oboje spółkujących w ciągu kilku chwil.

A że nie samym seksem człowiek żyje, i rozkosz można przeżywać w niezliczonej ilości miejsc i sytuacji, robię inwentaryzację marzeń. Wykreślam te spełnione, przygotowuję miejsce na kolejne. Przechadzam się po ogrodzie ziemskich rozkoszy, rozglądam co wybrać, po co sięgnąć. Zamykam w obiektywie, zatrzymuję na zawsze smaki, zapachy, kolory życia…

O kobietach po męsku

Ania była sekretarką Pawła w małopolskim oddziale firmy. Patrzyła na niego z podziwem, imponował jej ambitny mężczyzna zdobywający kolejne szczyty sukcesu.

Nie przeszkadzało jej ani trochę, że był żonaty. Przecież to żaden problem. Ona nie szukała męża, chciała się tylko pobawić. Bezpruderyjna, odważna, śmiało można ją było nazwać współczesną femme fatale. On puchł z dumy przechadzając się ze swoją heroiną, gdy prezentowała wdzięki w skąpych stringach na miejskim basenie.

Zawróciła mu w głowie, była zupełnym przeciwieństwem zmęczonej opieką nad niemowlęciem żony. Nie narzekała, zawsze uśmiechnięta, chętna i gotowa do zabawy. Dlatego jak wybawienie przyjął propozycję otwarcia kolejnego biura firmy, tym razem w Olsztynie. Ankę, jak przystało na niezastąpioną prawą rękę, zabrał ze sobą. 

Po przeprowadzce do Olsztyna zdała sobie ona sprawę, że najwyższy czas przejść do ofensywy. Wiedziała, że urok nowości, jaki działał na jej korzyść nie będzie trwał wiecznie. Była wytrawnym graczem, przecież z pensji sekretarki nie da się wyżyć. 

Zaczęła ciągnąc. Z początku nieco nieśmiało, delikatnie, chcąc wybadać na ile może sobie pozwolić. Szybko udowodniła, że jest w stanie zagospodarować każdą sumę pieniędzy. Atmosferę umilała kokaina. Dziewczyna potrafiła otworzyć przed nim bramy raju, wcierając biały proszek w główkę penisa tuż przed wsunięciem go do wiecznie głodnej cipy. 

W ciągu niespełna dwóch lat odcedziła ukochanego z kilkudziesięciu tysięcy złotych i samochodu. Kiedy nie było już z czego ciągnąc, bez żalu przesiadła się na Pawła kolegę, szefa jednego z oddziałów firmy na Pomorzu. Zużytemu mężczyźnie bez ogródek wyjaśniła, że dzieleniem prozy życia z nim nie jest zainteresowana ani trochę, wiec może wracać do żony. Mając 32 lata na karku wprowadził się do mieszkania rodziców, będąc bez grosza.

Niunie lecą na kasę, laski lubią szmal, dupy kosztują… Prawda stara jak świat, każdy facet ją zna.

 

Myślenie jajami szkodzi, powinni o tym uczyć w szkole.

 

 

„Nie płacę za seks” – mówisz. Jesteś pewien? 

 

Inny wymiar

To nie był dobry pomysł. Takie numery ogląda się na filmach, ale nigdy nie wprowadza ich w życie. To się nie może udać. To się musi udać. Co ja kurwa zrobię jak się nie uda?!

Takie i podobne myśli galopowały w jej umyśle próbując doprowadzić do obłędu. No chyba, że pracujący w ciasno unieruchomionym ciele wibrator zrobi to pierwszy.

Już latem sytuacja zaczęła się komplikować. Jeśli wydawało jej się, że w tym kraju można żyć spokojnie nie wadząc nikomu, była w błędzie. To, że bezinteresownie pomogła kilku kobietom w potrzebie, w jej mniemaniu spełniając dobry uczynek, według stróżów prawa było przestępstwem. W miarę upływu czasu, im zimniej się robiło za oknem, tym goręcej było wokół niej. Powinna była to przywidzieć, ale w swojej naiwności sadziła, że czasy czarownic płonących na stosach minęły bezpowrotnie. Teraz pluła sobie w brodę – jak mogła być aż tak naiwna! Uległa złudzeniu, że mieszka w cywilizowanych kraju w Europie. Zaczynała do niej docierać bezlitosna prawda: jej ojczyzna leży w Europie, ale to wcale nie jest jednoznaczne z ucywilizowaniem.

Za oknem nastała jesienna plucha, wiatr targał nagimi gałęziami drzew. Lada dzień ten przygnębiający widok zostanie przykryty śnieżnym puchem – myślała.

Ostatnimi czasy jakoś nie miała głowy do perwersyjnych zabaw w sypialni, których kiedyś przecież była gorącym wyznawcą. BDSM było dla niej jak religia. Tylko, że przygnieciona ostatnimi problemami z codziennością jakby traciła wiarę. Nie miała nastroju ani ochoty oddawać się temu, bez czego kiedyś nie wyobrażała sobie życia. Z drugiej strony tęskniła za dawnymi rytuałami, czasem odmierzanym kolejnymi sesjami. To dawało jej siłę dzięki której mogła z otwartą przyłbicą stawić czoła światu.

Tęskniła za dawną sobą, za zwierzęciem, które mieszkało ma dnie jej duszy.

Kiedy w mieszkaniu pojawił się nowy stolik do salonu, niczego jeszcze nie podejrzewała. Ot, kolejny stylowy mebel, tym razem wyglądał nie tylko na ładny, lecz również funkcjonalny. Kształtem przypominający dawne kufry, które damy zabierały ze sobą w podróż. Mógł być wykorzystywany nie tylko jako stolik, lecz pełnić także funkcję pojemnego schowka. Długi na półtora metra, wykonany z ciemnego drewna, wzmocniony mosiężnymi okuciami po bokach, wyłożony krwistoczerwonym welurem. Taki trochę niecodzienny mebel. Ale i On, i ona znani byli z zamiłowania do niecodziennych rzeczy…

Była ryzykantką, pociągało ją balansowanie na krawędzi. W związku z tym, jej tragiczny wypadek na pokrytej lodem drodze był w pewnym sensie do przewidzenia. Bezksiężycowa noc, mało uczęszczany skrót koło jeziora, zakręt lśniący od warstewki lodu… Cóż więcej potrzeba by wydarzyła się tragedia?

Samochód spoczął na dnie jeziora i było pewne, że pozostanie tam przynajmniej do wiosny. Policjanci uznali, że w tych warunkach i przy tej temperaturze nie ma sensu wyciąganie auta z wody. Uznali za pewnik, że ofiara wypadku nie przeżyła, a poszukiwania topielicy postanowili odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość, kiedy temperatury będą znośniejsze.

Denatka nie miała żadnej rodziny, na pogrzebie zjawiła się jedynie niewielka grupa przyjaciół i znajomych, bardziej żeby pocieszyć jego, niż opłakiwać ją.

„Byli parą idealną, ciężko mu będzie się otrząsnąć” – szeptali między sobą na pogrzebie. Kilka kobiet zaczynało po cichu planować jak go pocieszyć, co zrobić by zapomniał o tej, która mu wiernie służyła przez kilka lat. Bywało, że zastanawiały się, co on może widzieć niezwykłego w tej suce, co takiego ona ma czego im brak. Uroniły teatralnie kilka łez zadowolone, że konkurentka została wyeliminowana.

„Jaka szkoda, to była taka cudowna dziewczyna. Niech jej ziemia lekką będzie” – wyszeptała nieszczerze wprost do jego ucha jedna z uczestniczek stypy, przytulając się całym ciałem.

***

Kochanie, czas zacząć przygotowania – powiedział któregoś razu, wybudzając ją z letargu w jaki ostatnimi czasy popadła.

Przygotowania? Do czego mam się przygotować? – spytała zaciekawiona.

Do nowego życia – odpowiedział tajemniczo.

Zaczęły się codzienne, mozolne, wielogodzinne ćwiczenia. Musiała nauczyć się leżeć bez ruchu w niewygodnej pozycji, w ciemności i unieruchomieniu. Nie wpaść w panikę, nie stracić nad sobą kontroli, nie zwariować. Wtedy właśnie dowiedziała się o prawdziwym przeznaczeniu stylowego stolika, który jakiś czas temu zagościł w ich salonie.

***

Leżała w ciemności, za towarzystwo mając wibrator w kroczu, bezsilnie słuchając umizgów uczestniczek stypy na jej cześć. Co za wredne szmaty – klęła w myślach, oczami wyobraźni widząc Ankę przyciskającą się do gospodarza wielkimi piersiami. Mogła jedynie bezwolnie poddać się działaniu pracującej między udami zabawki i wyglądać końca, choć miał to być raczej początek. Początek całkiem nowego życia, przeprowadzka do innego wymiaru.

***

Wszystko zaplanowali w najdrobniejszych szczegółach. Najtrudniejsze, wbrew pozorom było nie sfingowanie śmiertelnego wypadku, ale podjęcie decyzji. Wiedziała, że kiedy klamka zapadnie nie będzie odwrotu, że to droga w jedną stronę, bez biletu powrotnego.

Świadoma konsekwencji ustanowiła go beneficjentem swojej polisy na życie i zaczęła ćwiczyć poślizgi…

***

Wibrator cały czas uparcie pracował między jej udami. Czasem zmieniało się natężenie i prędkość obrotów – to On bawił się pilotem od zabawki schowanym w kieszeni. Nie miała możliwości ruchu, zawinięta dokładnie w folię spożywczą jak mumia w bandaże. Jedynym odkrytym miejscem były sutki, tam folia była przecięta a najmniejszy ruch powietrza sprawiał, że twardniały. Do ust miała doprowadzoną rurkę, aby mogła bez przeszkód oddychać, zaś tyłek rozpychało umieszczone tam dildo. Właściciel precyzyjnie dawkował i niewygody, i przyjemność. W ciemności mogła jedynie nasłuchiwać rozmów dochodzących spoza jej tymczasowego wiezienia. A było czego słuchać…

 

Czy to tam ukrywasz swoje sekrety? – zapytała cycata Anka z blond lokami wskazując na mebel.

Nie, tam trzymam przyrządy, których używam do sesji S&M. Wiesz, kajdanki, klamerki, lina, te sprawy – udzielił odpowiedzi podejrzanie beztroskim tonem.

Och, mnie wcale nie musiałbyś wiązać, żeby zrobić ze mną różne świństwa – zachichotała Anka przekonana, że to żart.

Jestem pewien, że jednak bym musiał. Dla twojego bezpieczeństwa. Wolałbym mieć pewność, że nie drgniesz, kiedy będę za pomocą noża rozbierał cię. Dlatego wcześniej przywiązałbym ci ręce i nogi po obu stronach stolika. Następnie zakneblował majtkami, które pewnie już masz mokre. I wtedy dopiero zaczęłaby się właściwa zabawa, Aniu. Ciekaw jestem ile spinaczy do bielizny dałbym radę zapiąć na twoich cyckach i cipie. Jak myślisz? Trzydzieści czy więcej? Czemu nagle się taka małomówna zrobiłaś? – uśmiechnął się demonicznie. 

Załóżmy więc, że doszedłbym do trzydziestu, to odpowiednia liczba. Spojrzałbym na swoje dzieło, zrobił fotkę na pamiątkę i chłostał palcatem dopóki ostatni ze spinaczy by nie spadł. Jak ci się podoba pomysł?

 

Nie słyszała odpowiedzi Anki, nie miała pojęcia czy jakakolwiek odpowiedz padła. Wizja roztoczona przez mistrza ceremonii była tak barwna i pełna pasji, że niedoszła denatka nie była w stanie zmierzyć się z siłą nadchodzącego orgazmu. Eksplodował tysiącem świateł, wyłączył umysł i uwolnił duszę. Lewitowała…

*** 

Obudziła się z krzykiem na ustach. Gdzie jestem? Co to za miasto? Kraków? Nie, zbyt słonecznie, przecież jest październik.

Co się stało, kochanie? Znowu śnił ci się pogrzeb? – do jej uszu dotarł uspokajający głos mężczyzny, któremu zaufała. Odetchnęła z ulgą. Marokańskie słońce wpadało przez uchylone zasłony…

Kolekcjonerka

Każdy z nich jest inny, inaczej obejmuje, bierze w posiadanie. Różnią się siłą, długością, intensywnością… Jedyny i na swój sposób niepowtarzalny. Orgazm.

Jestem kolekcjonerką. Jedni zbierają znaczki, inni pięknie szumiące muszle, jeszcze inni monety – ja kolekcjonuję chwile ekstazy. Każda z nich ma jedyny w swoim rodzaju zapach, smak i kolor.

Bywają jasne, w tonacji pastelowej, zdarzają się soczyste jak dojrzale maliny, trafiają się też mroczne, które biorąc we władanie spowijają ciemnością wszystko wokół. Czasem zjawiają się delikatne, lekkie jak muśnięcie motylich skrzydeł, a nieraz dosłownie odbierają świadomość, uwalniając zwierzę śpiące na dnie duszy.

La petite mort, krótka chwila kompletnego zatracenia. Dla mężczyzn całkiem naturalna, kobiety muszą się jej “nauczyć”. Poznać swoje ciało na tyle dobrze, żeby wiedzieć które struny trącić, aby zagrało tak jak chcemy. Warto, bo w tym rzemiośle ćwiczenia czynią mistrza. Coś, co na początku pojawia się sporadycznie i wydaje się trudne do kontrolowania, zaczyna przychodzić z większą łatwością. Czasem ma się szczęście i od samego początku to  c o ś  zaskoczy, a dalej jest już tylko lepiej. Zdecydowanie częściej to powolna droga na wyższe poziomy wtajemniczenia, gdzie uczymy się jak spotęgować czy przyspieszyć nadejście ekstazy.

Moje poszukiwania zawsze napędzała ciekawość, pragnienie żeby sprawdzić czy da się czuć jeszcze mocniej, dłużej, głębiej, bardziej… Kolejny orgazm do kolekcji.

Za każdym razem jest inaczej.

Oral po męsku

Pewna kobieta leżała pogrążona w śpiączce od trzech miesięcy. Lekarze, rodzina i opiekujący się nią personel zaczęli oswajać się z myślą, że nie wróci ona do zdrowia. Któregoś dnia, podczas codziennej toalety, myjąca ją opiekunka zauważyła, że  gdy dotykała gąbką okolic intymnych nieprzytomnej kobiety, dokładnie w tych momentach aparatura zaczynała wskazywać, że chora rejestruje przyjemność, że mozg reaguje na bodźce. Podzieliła się obserwacjami z mężem kobiety, który z oddaniem spędzał długie godziny przy łóżku żony. Zasugerowała mu, że seks oralny powinien zdziałać cuda w tym przypadku, wszystko wskazuje, że może pomóc przywrócić ją do życia.

Personel szpitala zapewnij obojgu nieco prywatności i zastygł w pełnym napięcia oczekiwaniu.

Po kilku wydających się wiecznością chwilach aparatura podłączona do chorej zaczęła wyć, sygnalizując zanik funkcji życiowych. W drzwiach sali stanął zmieszany mąż nieprzytomnej poddanej terapii seksem oralnym, mówiąc:

“chyba się zadławiła…”

Mistrzyni bezgłośnych orgazmów

Doszła w chwili kiedy trzeci z nich wsunął się aż po jądra.  Szczytującym ciałem raz po raz wstrząsały spazmy rozkoszy. W tym momencie się poddała, przestała walczyć z narastającą przyjemnością, oddala się biorącemu ją w posiadanie pożądaniu. Wtedy także stało się to oczywiste dla używających jej mężczyzn. Przestała walczyć ze sobą, z własnym ciałem, zrezygnowała. Zrozumiała z ulgą, że nie ma ochoty ani zamiaru więcej walczyć czy się bronić. Dotarło to do niej w chwili kiedy trzeci z nich wszedł w nią, a w zasięgu wzroku stało czekając kolejnych trzech. Ogłosiła to światu zwierzęcym skowytem jaki wyrwał się z dna jej trzewi.

Oni też to zrozumieli, zauważyli, że nie tylko przestała się wyrywać, ale zaczęła brać czynny udział w toczącej się akcji. Widzieli jak chętnie wypinała tyłek, żeby penetrujący ją kutas mógł wejść jak najgłębiej. 

Rozbawiło to ich, zaczęli komentować jej niespodziewane zaangażowanie i zastanawiać się głośno, czy nie zrobić także pożytku z jej tyłka, bo zapowiada się, że anal spodoba jej się podwójnie.

Ani ich śmiechy, ani szyderstwa nie upokorzyły jej tak, jak fakt, że nie była w stanie ukryć co naprawdę czuje. To była dla niej prawdziwa porażka, brak kontroli nad sobą samą.

Przecież była mistrzynią w ukrywaniu własnych odczuć. Osiągnęła mistrzostwo w dochodzeniu bezgłośnie, ćwicząc systematycznie podczas podróży służbowych, dyskretnie zaciskając uda, podczas gdy obok siedziała niczego nieświadoma koleżanka z pracy. Zdarzało jej się podczas niemiłosiernie nudnych weekendowych wizyt u siostry, a tradycją wręcz stały się szybkie masaże pod biurkiem podczas przerwy na lunch.

Tak, normalnie była w tym świetna. Mistrzyni bezgłośnie przeżywanych orgazmów.

Wszystko stało się tak szybko. Samochód zatrzymał się tuż obok, i nim zdążyła pomyśleć, że cos jest nie tak, zarzucono jej na głowę worek, wykręcono ręce i wrzucono do auta.

 

Kiedy cztery godziny później ocknęła się we własnej sypialni niczego nie była pewna. Ale kiedy usłyszała:

“Kolejne spełnione marzenie, prawda kochanie?”

wiedziała…

Norma czy patologia?

Uff, mogę spać spokojnie, według norm medycznych wszystko ze mną w porządku ;) Przynajmniej tak uznaje autorytet w dziedzinie seksuologii, profesor Andrzej Depko, którego cenię za zdroworozsądkowe podejście i umiejętność  stąpania po grząskich piaskach.

Patologią jest gwałt, pedofilia, ale nie fetyszyzm ani sadyzm, ani masochizm, ani transwestytyzm (czyli upodobanie do noszenia ubrań płci przeciwnej) – żadne z tych zachowań nie jest patologią medyczną, a więc chorobą, którą należałoby leczyć. Nie są to co prawda zachowania szeroko akceptowane społecznie, nie zapominajmy jednak, że ludzie, którzy je przejawiają, mogą trafić na osobę, która to zaakceptuje czy której to wręcz odpowiada, i stworzyć kochający się, dobry układ partnerski. Wcale nie gorszy niż najnormalniejsza para pod słońcem.

I co niezwykle istotne – ich zachowania w niczym nie naruszają normy prawnej.

źródło

Przenajświętsze genitalia

Na początku jesteśmy tacy sami. Niewinni, czyści jak biała, niezapisana karta. Natura dała nam zdolność odczuwania przyjemności seksualnej, z którą to się rodzimy. Umiejętność ta, dana przez naturę by uczynić naszą egzystencję znośniejszą, zostaje w ciągu kilku lat po narodzinach zawłaszczona przez społeczeństwo. Przecież ktoś musi nas pilnować, stać na straży czystości, bo nie daj boże, żeby rączka zbłądziła w zakazane rejony. Dzieci bez wstydu dotykają się “tam”, jest to dla nich taka sama część ciała jak każda inna, aż do momentu kiedy to zostaną uświadomione, że to jest be. 

Zastanawiało mnie, co składa się na karb takiego podejścia do ludzkiej seksualności. Przecież to jest jakieś chore - całe ciało jest OK i w porządku, oprócz genitaliów. Wzrastanie w takim przeświadczeniu owocuje w dalszym życiu miedzy innymi niechęcią do badań i wizyt u lekarza – no bo skoro tam jest ciało kategorii B, to nie ma co się przejmować. Tyle, że umieranie na raka prostaty nie jest wcale lżejsze od śmierci na skutek zawału serca. Nie dbamy o siebie i nie badamy się  t a m – bo wmówiono nam, że  t a m  nie jest ważne. 

Istnieje również drugie podejście do tematu, wcale nie wykluczające opisanego powyżej – genitalia są świętością. Na tym polu szczególne zasługi należą się naszej narodowej religii. Podejście lekko schizofreniczne - dlaczego owym kultem świętości są otoczone jedynie cipki? Dlaczego chłopcom nie wmawia się, że tam, na dole, rejonie jąder z przyległościami znajduje się ich największa wartość? Wydaje mi się, że mężczyźni maja tu odrobinę lepiej, i wchodząc w dorosłość mają większą świadomość tego co, jak i z czym. Masturbacja jest grzechem, ale też jakby większą wagę kładzie się na to, żeby dziewczyna nie dotykała się ”w sposób nieskromny”, chłopcy są jakby rozgrzeszeni. Z ambony nader często nawiązuje się do życia w czystości i duchowni wcale nie mają tu na myśli higieny osobistej. Niestety, kościół katolicki mitologizuje damskie genitalia, wynosi je do roli sacrum. Na dodatek sprowadza rolę kobiety do dwóch aspektów – “czysta” jest tylko dziewica albo matka. Takie podejście zaczęło się wraz z kultem dziewicy Maryi, i pomimo upływu dwóch tysięcy lat, nadal nie wyszło z mody.

Sama jako dziecko chodziłam i aktywnie uczestniczyłam Kółku Maryjnym przy parafii. Byłam rozmodloną dziewczynką z różańcem ręku, w przed ukończeniem 12 roku życia odwiedziłam chyba wszystkie miejsca kultu maryjnego w Polsce. Jakiekolwiek napięcie w okolicach genitaliów napawało mnie strachem, bo wiedziałam doskonale, że “nie powinnam” tego czuć. Czasem bywa tak, że im mocniej wypieramy coś ze świadomości, tym uparciej to coś powraca. Wyrzucone drzwiami, wejdzie tylnym wejściem. Wtedy jeszcze nawet nie znałam terminu “onanizm” czy “masturbacja”, nie miałam pojęcia czym jest to coś co wywołuje moje przerażenie.

Takie pranie mózgu bywa lepsze niż pas cnoty. Zrobić sobie dobrze odważyłam się dopiero 7 lat po utracie wianka. A i to było możliwe dzięki determinacji Właściciela w zachęcaniu mnie do eksplorowania wypartej seksualności. Dla mężczyzn orgazm jest czymś naturalnym – my, kobiety musimy się go nauczyć. Im większy kaganiec moralny założono nam w środowisku gdzie wzrastaliśmy, tym dłuższa i bardziej wyboista droga prowadzi do osiągnięcia synergii z tym co mamy między nogami. 

Z tego powodu moja córka nie zna podziału na ciało A i ciało B. Chcę żeby była szczęśliwa, żyła bez poczucia winy i wiedziała, że największą wartością jest to co ma w głowie, a nie między nogami.

Ze smakiem

Wybrałam się z Latoroślą do apteki. Przy kasie stał sobie stojak ze środkami antykoncepcyjnymi, gdzie pośród rożnych kremów i pianek plemnikobójczych swoje miejsce miały również prezerwatywy smakowe. Przeróżne – czekoladowe, bananowe, jagodowe, truskawkowe, do wyboru, do koloru. Kątem oka dostrzegłam, że Młoda nie może wzroku od tego stojaka oderwać.
Placę, wychodzimy, pada pytanie:
“Mamo, a dlaczego prezerwatywy mają rożne smaki?” – moja córka zadaje to pytanie bez cienia skrepowania. Zresztą, skąd ma jej przyjść do głowy, że powinna się krepować, skoro zawsze ode mnie słyszała, że seks to temat jak każdy inny i nie wolno go demonizować. No to mam za swoje, trzeba być konsekwentnym.

“Dlatego, że niektórzy lubią, gdy penis ma smak lizaka na przykład, nie ten swój naturalny” – udzielam odpowiedzi.
“Bleee, ja nigdy tego do ust nie wezmę” – zarzeka się Młoda.
“Też tak mówiłam” – pada z moich ust.

Chwilę pózniej staje mi przed oczami podobna sytacja, tylko to ja wtedy byłam dzieckiem. Moja młodsza o cztery lata siostra, pod nieobecnosc rodzicow przetrząsała szafki w poszukiwaniu skarbow. Poszukiwania zakonczyly się sukcesem, o czym przyszło mi dowiedzieć się dopiero po latach. Młodsza znalazła paczkę prezerwatyw, nie mając oczywiście pojecia co to jest, ani z czym sie to je. Wiedziona ciekawoscią rozpakowała jedną, poddala uważnym oględzinom i wyrzucila, rozczarowana faktem, że nie da sie tego nadmuchac. Starszej siostrze, czyli mnie nie pisnęła ani słowa. Za to w domu byla awantura, matka posądzała mnie (dlaczego zawsze mnie?!), że wzięłam coś co do niej należy i jeśli oddam, to nie wyciagnie konsekwencji. Konsekwentnie odmawiala też udzielenia odpowiedzi, co takiego rzekomo jej wzięłam. A ja biedna, naprawdę nie mialam zielonego pojęcia o co rodzicielka robi drakę. “Jak się przyznasz i oddasz to nie powiem ojcu” – przekupywała.

Ufff, jaka ulga, że czasy się zmieniły, a mi udało się uciec niemal bez szwanku przed mentalną lobotomią praktykowaną w domu rodzinnym. Inaczej Młoda miałaby przesrane.

Kobiecym okiem

 

…a raczej obiektywem.

Koleżanka z pracy podesłała mi link do poniższych zdjęć “usprawiedliwiając się”, że jak je zobaczyła, od razu pomyślała o mnie. Jak dotąd coming out wychodzi mi na dobre ;)

Muszę dodać, że zakochałam się w fotkach Ellen von Unwerth od pierwszego spojrzenia. Uwielbiam jej miękką wizję kobiecości. Jako ciekawostkę dodam, że na zdjęciach pozuje nasza utalentowana rodaczka, Dorota Wójcik.

Enjoy.

 

9

1

10

328745

6

Nie wstydzę się

Pracujesz zawodowo, robisz karierę a może wychowujesz dzieci. Jesteś świetnym pracownikiem, dobrą kucharką, oddaną matką czy córką. Interesujesz się kinem, literaturą, masz jakieś hobby. Tak długo jak owym hobby nie jest seks, wszystko jest w porządku. Jeśli jednak w przypływie szczerości, odwagi, głupoty (niepotrzebne skreślić) przyznasz, że fascynuje cię ludzka seksualność – masz problem.

Jak to?! Twoim hobby jest seks? Nie pielęgnacja kwiatów czy kuchnia francuska, ale seks?! Poważna, normalna kobieta się do takich rzeczy nie przyznaje!

Nurtuje mnie już od dawna dlaczego jedno wyklucza drugie? Skoro przyznajemy się do rozpieszczania zmysłów dobrymi perfumami, delektujemy się francuskim winem, lubimy kąpiel w aromatycznej pianie, a jak masaż to tylko z olejkiem paczuli… co jest złego w dopieszczaniu poprzez wymianę seksualnej energii? Dlaczego przyznając się do takiej pasji zauważamy na twarzy naszego rozmówcy dwuznaczny uśmiech? I dlaczego kobiety usłyszawszy taką deklarację starają się zmienić jak najszybciej temat, by uniknąć zagłębiania w grząskie obszary naszej natury, by zamknąć drogę do dalszego eksplorowania tematu, a mężczyźni częstują cie spojrzeniem podobnym do tego jakie serwuje drapieżnik swojej jeszcze żywej ofierze?

Nie kryję przed rodziną i bliskimi co jest przedmiotem mojej radosnej twórczości. Mam ten komfort, że “stać” mnie na pielęgnowanie więzi rodzinnych jedynie z tymi, którzy mnie akceptują w całości i bez cenzury. To, że piszę o ostrym seksie i nie kryję się ze swoimi upodobaniami, w żaden sposób nie umniejsza mnie jako dobrej matki czy pracownicy. Zdecydowanie lżej i milej się żyje bez zakłamania.

Paradoksalnie, łatwiej o społeczną akceptację alkoholikowi niż damie, która przyzna, że seks daje jej radość i jest ważnym elementem życia.

Dlaczego o tym mówię? Znajomy zapytał mnie, dlaczego komentując w sieci (np. na blogach ekonomicznych ;) ), podpisuję się z odnośnikiem do goodgirlproject?

A czy posiadanie pochwy i radość z tego faktu umniejsza moją inteligencję? Czy może z każdym przeżytym orgazmem IQ spada mi o 5 punktów, w związku z czym nie mam kompetencji wypowiadać się na “poważne” tematy?

A może zwyczajnie nie wstydzę się kim jestem?

S&M w kulturze masowej

Surfując po przepastnych zasobach netu natrafiłam na lekko kontrowersyjny clip Xtiny. Miłośniczką jej wokalu nie jestem ale przyznaję, że całkiem miło było obejrzeć  fetyszowo kipiące video. Xtina serwuje nam natężenie akcesoriów jakiego nie powstydziłaby się produkcja specjalizująca się w takich klimatach.

Wiadomo, całość nieco przerysowana, w końcu produkt jest skierowany do mas, ale i tak jest na czym oko zawiesić. Mamy bondage, elegancki knebel, obrożę, lateksowe wdzianka i psią suczą miskę wypełnioną czarnym mlekiem. Clip nie wywołał skandalu, ale czemu się dziwić – żyjemy w czasach kiedy praktycznie niewiele nas jeszcze szokuje. Kto wie, może za jakiś czas widok pani prowadzonej na smyczy przez oblubieńca nie będzie wywoływał konsternacji wśród vanilii?

http://www.christinaaguilera.com/sites/caguilera6/files/imagecache/preview/CA%20AM%201_PRESS_sm.jpg

xtina

XTINA1

xtina2xtina3