Ogrod ziemskich rozkoszy

Ogród ziemskich rozkoszy… Nie, nie widziałam. Tamtego czerwcowego dnia wolałam smakować życie na madryckich brukach niż przemierzać chłodne przestrzenie muzeum Prado. Jednak znam doskonale. Każdą kreskę, każde pociągnięcie pędzla artysty. Niezmiennie kojarzy mi się z latem. Z ciężkim i przesyconym wilgocią powietrzem, tak gęstym, że można ciąć nożem. Z morskim powiewem od wybrzeża, tak słonym, że gdy wyciągniesz język poczujesz smak soli. A czasem ze smagającym rzemieniami gorąca pustynnym wiatrem…

Oglądany pierwszy raz oczami czternastoletniej dziewczyny, zapadł w pamięci na zawsze. Jego inność wypaliła znak jak rozżarzone żelazo, zmusiła do myślenia. Nie tyle nad religijną interpretacją dzieła, ile nad prostym faktem: co sprawia, że jedni widzą to wokół padół łez i cierpienia, a inny postrzegają tą samą rzeczywistość jako ogród rozkoszy. Wszystko jest w głowie, to wiem na pewno. Widzimy to co chcemy zobaczyć. Zawsze.

Wybieram ogród, poproszę rozkosze. Już dawno temu odkryłam, że wolę masochizm ograniczyć do sypialni, nie pożądam go w codzienności. Znacznie bliżej mi do hedonistki libertynki, ogrodniczki pielęgnującej rabaty z rozkoszami. A w lecie, rozgrzany promieniami słońca ogród ma się najlepiej.

Podlewam więc i plewię chwasty, dodaję nawozu, by plon był okazalszy. Karmię umysł i pobudzam zmysły. W tym celu jako lektura na lato zakupione zostały “Dziennik nimfomanki” Valerie Tasso, oraz “Życie seksualne Catherine M.” autorstwa sześćdziesięcioletniej kustosz paryskiego muzeum. Któż zna się na rozkoszach ciała lepiej niż stara, wyuzdana kobieta? Więc się edukuję i poszerzam horyzonty.

Poczyniłam także inwentaryzację. No jak to, gdzie? W zabawkach. Razem z najnowszym nabytkiem doliczyłam się imponującej liczby sześciu wibratorów. A skoro o nich mowa… Co może być lepszego na zakończenie meczącego dnia, od test drive? Pójść do łózka z wybitnie poznawczym nastawieniem, bez oczekiwań, najpierw dobro nauki, później orgazm, a niech tam! Jazda próbna wypadła co najmniej zadowalająco – legendarne hitachi magic wand zaliczone. Dość legend i mitów, relacji szeptanych po kątach, prawda jest jedna i została objawiona. Polecam gorąco miłośniczkom ekstazy totalnej, od czubków palców po końcówki włosów – orgazm, od którego zakwasów macicy można dostać. A jeździłam tylko na ‘niższym’ biegu. Dodatkowym plusem czarodziejskiej różdżki jest, że używana w trakcie stosunku, przyłożona do damskich genitaliów, potrafi wysłać na orgazmiczną orbitę oboje spółkujących w ciągu kilku chwil.

A że nie samym seksem człowiek żyje, i rozkosz można przeżywać w niezliczonej ilości miejsc i sytuacji, robię inwentaryzację marzeń. Wykreślam te spełnione, przygotowuję miejsce na kolejne. Przechadzam się po ogrodzie ziemskich rozkoszy, rozglądam co wybrać, po co sięgnąć. Zamykam w obiektywie, zatrzymuję na zawsze smaki, zapachy, kolory życia…

O kobietach po męsku

Ania była sekretarką Pawła w małopolskim oddziale firmy. Patrzyła na niego z podziwem, imponował jej ambitny mężczyzna zdobywający kolejne szczyty sukcesu.

Nie przeszkadzało jej ani trochę, że był żonaty. Przecież to żaden problem. Ona nie szukała męża, chciała się tylko pobawić. Bezpruderyjna, odważna, śmiało można ją było nazwać współczesną femme fatale. On puchł z dumy przechadzając się ze swoją heroiną, gdy prezentowała wdzięki w skąpych stringach na miejskim basenie.

Zawróciła mu w głowie, była zupełnym przeciwieństwem zmęczonej opieką nad niemowlęciem żony. Nie narzekała, zawsze uśmiechnięta, chętna i gotowa do zabawy. Dlatego jak wybawienie przyjął propozycję otwarcia kolejnego biura firmy, tym razem w Olsztynie. Ankę, jak przystało na niezastąpioną prawą rękę, zabrał ze sobą. 

Po przeprowadzce do Olsztyna zdała sobie ona sprawę, że najwyższy czas przejść do ofensywy. Wiedziała, że urok nowości, jaki działał na jej korzyść nie będzie trwał wiecznie. Była wytrawnym graczem, przecież z pensji sekretarki nie da się wyżyć. 

Zaczęła ciągnąc. Z początku nieco nieśmiało, delikatnie, chcąc wybadać na ile może sobie pozwolić. Szybko udowodniła, że jest w stanie zagospodarować każdą sumę pieniędzy. Atmosferę umilała kokaina. Dziewczyna potrafiła otworzyć przed nim bramy raju, wcierając biały proszek w główkę penisa tuż przed wsunięciem go do wiecznie głodnej cipy. 

W ciągu niespełna dwóch lat odcedziła ukochanego z kilkudziesięciu tysięcy złotych i samochodu. Kiedy nie było już z czego ciągnąc, bez żalu przesiadła się na Pawła kolegę, szefa jednego z oddziałów firmy na Pomorzu. Zużytemu mężczyźnie bez ogródek wyjaśniła, że dzieleniem prozy życia z nim nie jest zainteresowana ani trochę, wiec może wracać do żony. Mając 32 lata na karku wprowadził się do mieszkania rodziców, będąc bez grosza.

Niunie lecą na kasę, laski lubią szmal, dupy kosztują… Prawda stara jak świat, każdy facet ją zna.

 

Myślenie jajami szkodzi, powinni o tym uczyć w szkole.

 

 

„Nie płacę za seks” – mówisz. Jesteś pewien? 

 

Inny wymiar

To nie był dobry pomysł. Takie numery ogląda się na filmach, ale nigdy nie wprowadza ich w życie. To się nie może udać. To się musi udać. Co ja kurwa zrobię jak się nie uda?!

Takie i podobne myśli galopowały w jej umyśle próbując doprowadzić do obłędu. No chyba, że pracujący w ciasno unieruchomionym ciele wibrator zrobi to pierwszy.

Już latem sytuacja zaczęła się komplikować. Jeśli wydawało jej się, że w tym kraju można żyć spokojnie nie wadząc nikomu, była w błędzie. To, że bezinteresownie pomogła kilku kobietom w potrzebie, w jej mniemaniu spełniając dobry uczynek, według stróżów prawa było przestępstwem. W miarę upływu czasu, im zimniej się robiło za oknem, tym goręcej było wokół niej. Powinna była to przywidzieć, ale w swojej naiwności sadziła, że czasy czarownic płonących na stosach minęły bezpowrotnie. Teraz pluła sobie w brodę – jak mogła być aż tak naiwna! Uległa złudzeniu, że mieszka w cywilizowanych kraju w Europie. Zaczynała do niej docierać bezlitosna prawda: jej ojczyzna leży w Europie, ale to wcale nie jest jednoznaczne z ucywilizowaniem.

Za oknem nastała jesienna plucha, wiatr targał nagimi gałęziami drzew. Lada dzień ten przygnębiający widok zostanie przykryty śnieżnym puchem – myślała.

Ostatnimi czasy jakoś nie miała głowy do perwersyjnych zabaw w sypialni, których kiedyś przecież była gorącym wyznawcą. BDSM było dla niej jak religia. Tylko, że przygnieciona ostatnimi problemami z codziennością jakby traciła wiarę. Nie miała nastroju ani ochoty oddawać się temu, bez czego kiedyś nie wyobrażała sobie życia. Z drugiej strony tęskniła za dawnymi rytuałami, czasem odmierzanym kolejnymi sesjami. To dawało jej siłę dzięki której mogła z otwartą przyłbicą stawić czoła światu.

Tęskniła za dawną sobą, za zwierzęciem, które mieszkało ma dnie jej duszy.

Kiedy w mieszkaniu pojawił się nowy stolik do salonu, niczego jeszcze nie podejrzewała. Ot, kolejny stylowy mebel, tym razem wyglądał nie tylko na ładny, lecz również funkcjonalny. Kształtem przypominający dawne kufry, które damy zabierały ze sobą w podróż. Mógł być wykorzystywany nie tylko jako stolik, lecz pełnić także funkcję pojemnego schowka. Długi na półtora metra, wykonany z ciemnego drewna, wzmocniony mosiężnymi okuciami po bokach, wyłożony krwistoczerwonym welurem. Taki trochę niecodzienny mebel. Ale i On, i ona znani byli z zamiłowania do niecodziennych rzeczy…

Była ryzykantką, pociągało ją balansowanie na krawędzi. W związku z tym, jej tragiczny wypadek na pokrytej lodem drodze był w pewnym sensie do przewidzenia. Bezksiężycowa noc, mało uczęszczany skrót koło jeziora, zakręt lśniący od warstewki lodu… Cóż więcej potrzeba by wydarzyła się tragedia?

Samochód spoczął na dnie jeziora i było pewne, że pozostanie tam przynajmniej do wiosny. Policjanci uznali, że w tych warunkach i przy tej temperaturze nie ma sensu wyciąganie auta z wody. Uznali za pewnik, że ofiara wypadku nie przeżyła, a poszukiwania topielicy postanowili odłożyć na bliżej nieokreśloną przyszłość, kiedy temperatury będą znośniejsze.

Denatka nie miała żadnej rodziny, na pogrzebie zjawiła się jedynie niewielka grupa przyjaciół i znajomych, bardziej żeby pocieszyć jego, niż opłakiwać ją.

„Byli parą idealną, ciężko mu będzie się otrząsnąć” – szeptali między sobą na pogrzebie. Kilka kobiet zaczynało po cichu planować jak go pocieszyć, co zrobić by zapomniał o tej, która mu wiernie służyła przez kilka lat. Bywało, że zastanawiały się, co on może widzieć niezwykłego w tej suce, co takiego ona ma czego im brak. Uroniły teatralnie kilka łez zadowolone, że konkurentka została wyeliminowana.

„Jaka szkoda, to była taka cudowna dziewczyna. Niech jej ziemia lekką będzie” – wyszeptała nieszczerze wprost do jego ucha jedna z uczestniczek stypy, przytulając się całym ciałem.

***

Kochanie, czas zacząć przygotowania – powiedział któregoś razu, wybudzając ją z letargu w jaki ostatnimi czasy popadła.

Przygotowania? Do czego mam się przygotować? – spytała zaciekawiona.

Do nowego życia – odpowiedział tajemniczo.

Zaczęły się codzienne, mozolne, wielogodzinne ćwiczenia. Musiała nauczyć się leżeć bez ruchu w niewygodnej pozycji, w ciemności i unieruchomieniu. Nie wpaść w panikę, nie stracić nad sobą kontroli, nie zwariować. Wtedy właśnie dowiedziała się o prawdziwym przeznaczeniu stylowego stolika, który jakiś czas temu zagościł w ich salonie.

***

Leżała w ciemności, za towarzystwo mając wibrator w kroczu, bezsilnie słuchając umizgów uczestniczek stypy na jej cześć. Co za wredne szmaty – klęła w myślach, oczami wyobraźni widząc Ankę przyciskającą się do gospodarza wielkimi piersiami. Mogła jedynie bezwolnie poddać się działaniu pracującej między udami zabawki i wyglądać końca, choć miał to być raczej początek. Początek całkiem nowego życia, przeprowadzka do innego wymiaru.

***

Wszystko zaplanowali w najdrobniejszych szczegółach. Najtrudniejsze, wbrew pozorom było nie sfingowanie śmiertelnego wypadku, ale podjęcie decyzji. Wiedziała, że kiedy klamka zapadnie nie będzie odwrotu, że to droga w jedną stronę, bez biletu powrotnego.

Świadoma konsekwencji ustanowiła go beneficjentem swojej polisy na życie i zaczęła ćwiczyć poślizgi…

***

Wibrator cały czas uparcie pracował między jej udami. Czasem zmieniało się natężenie i prędkość obrotów – to On bawił się pilotem od zabawki schowanym w kieszeni. Nie miała możliwości ruchu, zawinięta dokładnie w folię spożywczą jak mumia w bandaże. Jedynym odkrytym miejscem były sutki, tam folia była przecięta a najmniejszy ruch powietrza sprawiał, że twardniały. Do ust miała doprowadzoną rurkę, aby mogła bez przeszkód oddychać, zaś tyłek rozpychało umieszczone tam dildo. Właściciel precyzyjnie dawkował i niewygody, i przyjemność. W ciemności mogła jedynie nasłuchiwać rozmów dochodzących spoza jej tymczasowego wiezienia. A było czego słuchać…

 

Czy to tam ukrywasz swoje sekrety? – zapytała cycata Anka z blond lokami wskazując na mebel.

Nie, tam trzymam przyrządy, których używam do sesji S&M. Wiesz, kajdanki, klamerki, lina, te sprawy – udzielił odpowiedzi podejrzanie beztroskim tonem.

Och, mnie wcale nie musiałbyś wiązać, żeby zrobić ze mną różne świństwa – zachichotała Anka przekonana, że to żart.

Jestem pewien, że jednak bym musiał. Dla twojego bezpieczeństwa. Wolałbym mieć pewność, że nie drgniesz, kiedy będę za pomocą noża rozbierał cię. Dlatego wcześniej przywiązałbym ci ręce i nogi po obu stronach stolika. Następnie zakneblował majtkami, które pewnie już masz mokre. I wtedy dopiero zaczęłaby się właściwa zabawa, Aniu. Ciekaw jestem ile spinaczy do bielizny dałbym radę zapiąć na twoich cyckach i cipie. Jak myślisz? Trzydzieści czy więcej? Czemu nagle się taka małomówna zrobiłaś? – uśmiechnął się demonicznie. 

Załóżmy więc, że doszedłbym do trzydziestu, to odpowiednia liczba. Spojrzałbym na swoje dzieło, zrobił fotkę na pamiątkę i chłostał palcatem dopóki ostatni ze spinaczy by nie spadł. Jak ci się podoba pomysł?

 

Nie słyszała odpowiedzi Anki, nie miała pojęcia czy jakakolwiek odpowiedz padła. Wizja roztoczona przez mistrza ceremonii była tak barwna i pełna pasji, że niedoszła denatka nie była w stanie zmierzyć się z siłą nadchodzącego orgazmu. Eksplodował tysiącem świateł, wyłączył umysł i uwolnił duszę. Lewitowała…

*** 

Obudziła się z krzykiem na ustach. Gdzie jestem? Co to za miasto? Kraków? Nie, zbyt słonecznie, przecież jest październik.

Co się stało, kochanie? Znowu śnił ci się pogrzeb? – do jej uszu dotarł uspokajający głos mężczyzny, któremu zaufała. Odetchnęła z ulgą. Marokańskie słońce wpadało przez uchylone zasłony…

Kolekcjonerka

Każdy z nich jest inny, inaczej obejmuje, bierze w posiadanie. Różnią się siłą, długością, intensywnością… Jedyny i na swój sposób niepowtarzalny. Orgazm.

Jestem kolekcjonerką. Jedni zbierają znaczki, inni pięknie szumiące muszle, jeszcze inni monety – ja kolekcjonuję chwile ekstazy. Każda z nich ma jedyny w swoim rodzaju zapach, smak i kolor.

Bywają jasne, w tonacji pastelowej, zdarzają się soczyste jak dojrzale maliny, trafiają się też mroczne, które biorąc we władanie spowijają ciemnością wszystko wokół. Czasem zjawiają się delikatne, lekkie jak muśnięcie motylich skrzydeł, a nieraz dosłownie odbierają świadomość, uwalniając zwierzę śpiące na dnie duszy.

La petite mort, krótka chwila kompletnego zatracenia. Dla mężczyzn całkiem naturalna, kobiety muszą się jej “nauczyć”. Poznać swoje ciało na tyle dobrze, żeby wiedzieć które struny trącić, aby zagrało tak jak chcemy. Warto, bo w tym rzemiośle ćwiczenia czynią mistrza. Coś, co na początku pojawia się sporadycznie i wydaje się trudne do kontrolowania, zaczyna przychodzić z większą łatwością. Czasem ma się szczęście i od samego początku to  c o ś  zaskoczy, a dalej jest już tylko lepiej. Zdecydowanie częściej to powolna droga na wyższe poziomy wtajemniczenia, gdzie uczymy się jak spotęgować czy przyspieszyć nadejście ekstazy.

Moje poszukiwania zawsze napędzała ciekawość, pragnienie żeby sprawdzić czy da się czuć jeszcze mocniej, dłużej, głębiej, bardziej… Kolejny orgazm do kolekcji.

Za każdym razem jest inaczej.

Oral po męsku

Pewna kobieta leżała pogrążona w śpiączce od trzech miesięcy. Lekarze, rodzina i opiekujący się nią personel zaczęli oswajać się z myślą, że nie wróci ona do zdrowia. Któregoś dnia, podczas codziennej toalety, myjąca ją opiekunka zauważyła, że  gdy dotykała gąbką okolic intymnych nieprzytomnej kobiety, dokładnie w tych momentach aparatura zaczynała wskazywać, że chora rejestruje przyjemność, że mozg reaguje na bodźce. Podzieliła się obserwacjami z mężem kobiety, który z oddaniem spędzał długie godziny przy łóżku żony. Zasugerowała mu, że seks oralny powinien zdziałać cuda w tym przypadku, wszystko wskazuje, że może pomóc przywrócić ją do życia.

Personel szpitala zapewnij obojgu nieco prywatności i zastygł w pełnym napięcia oczekiwaniu.

Po kilku wydających się wiecznością chwilach aparatura podłączona do chorej zaczęła wyć, sygnalizując zanik funkcji życiowych. W drzwiach sali stanął zmieszany mąż nieprzytomnej poddanej terapii seksem oralnym, mówiąc:

“chyba się zadławiła…”

Mistrzyni bezgłośnych orgazmów

Doszła w chwili kiedy trzeci z nich wsunął się aż po jądra.  Szczytującym ciałem raz po raz wstrząsały spazmy rozkoszy. W tym momencie się poddała, przestała walczyć z narastającą przyjemnością, oddala się biorącemu ją w posiadanie pożądaniu. Wtedy także stało się to oczywiste dla używających jej mężczyzn. Przestała walczyć ze sobą, z własnym ciałem, zrezygnowała. Zrozumiała z ulgą, że nie ma ochoty ani zamiaru więcej walczyć czy się bronić. Dotarło to do niej w chwili kiedy trzeci z nich wszedł w nią, a w zasięgu wzroku stało czekając kolejnych trzech. Ogłosiła to światu zwierzęcym skowytem jaki wyrwał się z dna jej trzewi.

Oni też to zrozumieli, zauważyli, że nie tylko przestała się wyrywać, ale zaczęła brać czynny udział w toczącej się akcji. Widzieli jak chętnie wypinała tyłek, żeby penetrujący ją kutas mógł wejść jak najgłębiej. 

Rozbawiło to ich, zaczęli komentować jej niespodziewane zaangażowanie i zastanawiać się głośno, czy nie zrobić także pożytku z jej tyłka, bo zapowiada się, że anal spodoba jej się podwójnie.

Ani ich śmiechy, ani szyderstwa nie upokorzyły jej tak, jak fakt, że nie była w stanie ukryć co naprawdę czuje. To była dla niej prawdziwa porażka, brak kontroli nad sobą samą.

Przecież była mistrzynią w ukrywaniu własnych odczuć. Osiągnęła mistrzostwo w dochodzeniu bezgłośnie, ćwicząc systematycznie podczas podróży służbowych, dyskretnie zaciskając uda, podczas gdy obok siedziała niczego nieświadoma koleżanka z pracy. Zdarzało jej się podczas niemiłosiernie nudnych weekendowych wizyt u siostry, a tradycją wręcz stały się szybkie masaże pod biurkiem podczas przerwy na lunch.

Tak, normalnie była w tym świetna. Mistrzyni bezgłośnie przeżywanych orgazmów.

Wszystko stało się tak szybko. Samochód zatrzymał się tuż obok, i nim zdążyła pomyśleć, że cos jest nie tak, zarzucono jej na głowę worek, wykręcono ręce i wrzucono do auta.

 

Kiedy cztery godziny później ocknęła się we własnej sypialni niczego nie była pewna. Ale kiedy usłyszała:

“Kolejne spełnione marzenie, prawda kochanie?”

wiedziała…

Norma czy patologia?

Uff, mogę spać spokojnie, według norm medycznych wszystko ze mną w porządku ;) Przynajmniej tak uznaje autorytet w dziedzinie seksuologii, profesor Andrzej Depko, którego cenię za zdroworozsądkowe podejście i umiejętność  stąpania po grząskich piaskach.

Patologią jest gwałt, pedofilia, ale nie fetyszyzm ani sadyzm, ani masochizm, ani transwestytyzm (czyli upodobanie do noszenia ubrań płci przeciwnej) – żadne z tych zachowań nie jest patologią medyczną, a więc chorobą, którą należałoby leczyć. Nie są to co prawda zachowania szeroko akceptowane społecznie, nie zapominajmy jednak, że ludzie, którzy je przejawiają, mogą trafić na osobę, która to zaakceptuje czy której to wręcz odpowiada, i stworzyć kochający się, dobry układ partnerski. Wcale nie gorszy niż najnormalniejsza para pod słońcem.

I co niezwykle istotne – ich zachowania w niczym nie naruszają normy prawnej.

źródło

Przenajświętsze genitalia

Na początku jesteśmy tacy sami. Niewinni, czyści jak biała, niezapisana karta. Natura dała nam zdolność odczuwania przyjemności seksualnej, z którą to się rodzimy. Umiejętność ta, dana przez naturę by uczynić naszą egzystencję znośniejszą, zostaje w ciągu kilku lat po narodzinach zawłaszczona przez społeczeństwo. Przecież ktoś musi nas pilnować, stać na straży czystości, bo nie daj boże, żeby rączka zbłądziła w zakazane rejony. Dzieci bez wstydu dotykają się “tam”, jest to dla nich taka sama część ciała jak każda inna, aż do momentu kiedy to zostaną uświadomione, że to jest be. 

Zastanawiało mnie, co składa się na karb takiego podejścia do ludzkiej seksualności. Przecież to jest jakieś chore - całe ciało jest OK i w porządku, oprócz genitaliów. Wzrastanie w takim przeświadczeniu owocuje w dalszym życiu miedzy innymi niechęcią do badań i wizyt u lekarza – no bo skoro tam jest ciało kategorii B, to nie ma co się przejmować. Tyle, że umieranie na raka prostaty nie jest wcale lżejsze od śmierci na skutek zawału serca. Nie dbamy o siebie i nie badamy się  t a m – bo wmówiono nam, że  t a m  nie jest ważne. 

Istnieje również drugie podejście do tematu, wcale nie wykluczające opisanego powyżej – genitalia są świętością. Na tym polu szczególne zasługi należą się naszej narodowej religii. Podejście lekko schizofreniczne - dlaczego owym kultem świętości są otoczone jedynie cipki? Dlaczego chłopcom nie wmawia się, że tam, na dole, rejonie jąder z przyległościami znajduje się ich największa wartość? Wydaje mi się, że mężczyźni maja tu odrobinę lepiej, i wchodząc w dorosłość mają większą świadomość tego co, jak i z czym. Masturbacja jest grzechem, ale też jakby większą wagę kładzie się na to, żeby dziewczyna nie dotykała się ”w sposób nieskromny”, chłopcy są jakby rozgrzeszeni. Z ambony nader często nawiązuje się do życia w czystości i duchowni wcale nie mają tu na myśli higieny osobistej. Niestety, kościół katolicki mitologizuje damskie genitalia, wynosi je do roli sacrum. Na dodatek sprowadza rolę kobiety do dwóch aspektów – “czysta” jest tylko dziewica albo matka. Takie podejście zaczęło się wraz z kultem dziewicy Maryi, i pomimo upływu dwóch tysięcy lat, nadal nie wyszło z mody.

Sama jako dziecko chodziłam i aktywnie uczestniczyłam Kółku Maryjnym przy parafii. Byłam rozmodloną dziewczynką z różańcem ręku, w przed ukończeniem 12 roku życia odwiedziłam chyba wszystkie miejsca kultu maryjnego w Polsce. Jakiekolwiek napięcie w okolicach genitaliów napawało mnie strachem, bo wiedziałam doskonale, że “nie powinnam” tego czuć. Czasem bywa tak, że im mocniej wypieramy coś ze świadomości, tym uparciej to coś powraca. Wyrzucone drzwiami, wejdzie tylnym wejściem. Wtedy jeszcze nawet nie znałam terminu “onanizm” czy “masturbacja”, nie miałam pojęcia czym jest to coś co wywołuje moje przerażenie.

Takie pranie mózgu bywa lepsze niż pas cnoty. Zrobić sobie dobrze odważyłam się dopiero 7 lat po utracie wianka. A i to było możliwe dzięki determinacji Właściciela w zachęcaniu mnie do eksplorowania wypartej seksualności. Dla mężczyzn orgazm jest czymś naturalnym – my, kobiety musimy się go nauczyć. Im większy kaganiec moralny założono nam w środowisku gdzie wzrastaliśmy, tym dłuższa i bardziej wyboista droga prowadzi do osiągnięcia synergii z tym co mamy między nogami. 

Z tego powodu moja córka nie zna podziału na ciało A i ciało B. Chcę żeby była szczęśliwa, żyła bez poczucia winy i wiedziała, że największą wartością jest to co ma w głowie, a nie między nogami.

Ze smakiem

Wybrałam się z Latoroślą do apteki. Przy kasie stał sobie stojak ze środkami antykoncepcyjnymi, gdzie pośród rożnych kremów i pianek plemnikobójczych swoje miejsce miały również prezerwatywy smakowe. Przeróżne – czekoladowe, bananowe, jagodowe, truskawkowe, do wyboru, do koloru. Kątem oka dostrzegłam, że Młoda nie może wzroku od tego stojaka oderwać.
Placę, wychodzimy, pada pytanie:
“Mamo, a dlaczego prezerwatywy mają rożne smaki?” – moja córka zadaje to pytanie bez cienia skrepowania. Zresztą, skąd ma jej przyjść do głowy, że powinna się krepować, skoro zawsze ode mnie słyszała, że seks to temat jak każdy inny i nie wolno go demonizować. No to mam za swoje, trzeba być konsekwentnym.

“Dlatego, że niektórzy lubią, gdy penis ma smak lizaka na przykład, nie ten swój naturalny” – udzielam odpowiedzi.
“Bleee, ja nigdy tego do ust nie wezmę” – zarzeka się Młoda.
“Też tak mówiłam” – pada z moich ust.

Chwilę pózniej staje mi przed oczami podobna sytacja, tylko to ja wtedy byłam dzieckiem. Moja młodsza o cztery lata siostra, pod nieobecnosc rodzicow przetrząsała szafki w poszukiwaniu skarbow. Poszukiwania zakonczyly się sukcesem, o czym przyszło mi dowiedzieć się dopiero po latach. Młodsza znalazła paczkę prezerwatyw, nie mając oczywiście pojecia co to jest, ani z czym sie to je. Wiedziona ciekawoscią rozpakowała jedną, poddala uważnym oględzinom i wyrzucila, rozczarowana faktem, że nie da sie tego nadmuchac. Starszej siostrze, czyli mnie nie pisnęła ani słowa. Za to w domu byla awantura, matka posądzała mnie (dlaczego zawsze mnie?!), że wzięłam coś co do niej należy i jeśli oddam, to nie wyciagnie konsekwencji. Konsekwentnie odmawiala też udzielenia odpowiedzi, co takiego rzekomo jej wzięłam. A ja biedna, naprawdę nie mialam zielonego pojęcia o co rodzicielka robi drakę. “Jak się przyznasz i oddasz to nie powiem ojcu” – przekupywała.

Ufff, jaka ulga, że czasy się zmieniły, a mi udało się uciec niemal bez szwanku przed mentalną lobotomią praktykowaną w domu rodzinnym. Inaczej Młoda miałaby przesrane.

Kobiecym okiem

 

…a raczej obiektywem.

Koleżanka z pracy podesłała mi link do poniższych zdjęć “usprawiedliwiając się”, że jak je zobaczyła, od razu pomyślała o mnie. Jak dotąd coming out wychodzi mi na dobre ;)

Muszę dodać, że zakochałam się w fotkach Ellen von Unwerth od pierwszego spojrzenia. Uwielbiam jej miękką wizję kobiecości. Jako ciekawostkę dodam, że na zdjęciach pozuje nasza utalentowana rodaczka, Dorota Wójcik.

Enjoy.

 

9

1

10

328745

6

Nie wstydzę się

Pracujesz zawodowo, robisz karierę a może wychowujesz dzieci. Jesteś świetnym pracownikiem, dobrą kucharką, oddaną matką czy córką. Interesujesz się kinem, literaturą, masz jakieś hobby. Tak długo jak owym hobby nie jest seks, wszystko jest w porządku. Jeśli jednak w przypływie szczerości, odwagi, głupoty (niepotrzebne skreślić) przyznasz, że fascynuje cię ludzka seksualność – masz problem.

Jak to?! Twoim hobby jest seks? Nie pielęgnacja kwiatów czy kuchnia francuska, ale seks?! Poważna, normalna kobieta się do takich rzeczy nie przyznaje!

Nurtuje mnie już od dawna dlaczego jedno wyklucza drugie? Skoro przyznajemy się do rozpieszczania zmysłów dobrymi perfumami, delektujemy się francuskim winem, lubimy kąpiel w aromatycznej pianie, a jak masaż to tylko z olejkiem paczuli… co jest złego w dopieszczaniu poprzez wymianę seksualnej energii? Dlaczego przyznając się do takiej pasji zauważamy na twarzy naszego rozmówcy dwuznaczny uśmiech? I dlaczego kobiety usłyszawszy taką deklarację starają się zmienić jak najszybciej temat, by uniknąć zagłębiania w grząskie obszary naszej natury, by zamknąć drogę do dalszego eksplorowania tematu, a mężczyźni częstują cie spojrzeniem podobnym do tego jakie serwuje drapieżnik swojej jeszcze żywej ofierze?

Nie kryję przed rodziną i bliskimi co jest przedmiotem mojej radosnej twórczości. Mam ten komfort, że “stać” mnie na pielęgnowanie więzi rodzinnych jedynie z tymi, którzy mnie akceptują w całości i bez cenzury. To, że piszę o ostrym seksie i nie kryję się ze swoimi upodobaniami, w żaden sposób nie umniejsza mnie jako dobrej matki czy pracownicy. Zdecydowanie lżej i milej się żyje bez zakłamania.

Paradoksalnie, łatwiej o społeczną akceptację alkoholikowi niż damie, która przyzna, że seks daje jej radość i jest ważnym elementem życia.

Dlaczego o tym mówię? Znajomy zapytał mnie, dlaczego komentując w sieci (np. na blogach ekonomicznych ;) ), podpisuję się z odnośnikiem do goodgirlproject?

A czy posiadanie pochwy i radość z tego faktu umniejsza moją inteligencję? Czy może z każdym przeżytym orgazmem IQ spada mi o 5 punktów, w związku z czym nie mam kompetencji wypowiadać się na “poważne” tematy?

A może zwyczajnie nie wstydzę się kim jestem?

S&M w kulturze masowej

Surfując po przepastnych zasobach netu natrafiłam na lekko kontrowersyjny clip Xtiny. Miłośniczką jej wokalu nie jestem ale przyznaję, że całkiem miło było obejrzeć  fetyszowo kipiące video. Xtina serwuje nam natężenie akcesoriów jakiego nie powstydziłaby się produkcja specjalizująca się w takich klimatach.

Wiadomo, całość nieco przerysowana, w końcu produkt jest skierowany do mas, ale i tak jest na czym oko zawiesić. Mamy bondage, elegancki knebel, obrożę, lateksowe wdzianka i psią suczą miskę wypełnioną czarnym mlekiem. Clip nie wywołał skandalu, ale czemu się dziwić – żyjemy w czasach kiedy praktycznie niewiele nas jeszcze szokuje. Kto wie, może za jakiś czas widok pani prowadzonej na smyczy przez oblubieńca nie będzie wywoływał konsternacji wśród vanilii?

http://www.christinaaguilera.com/sites/caguilera6/files/imagecache/preview/CA%20AM%201_PRESS_sm.jpg

xtina

XTINA1

xtina2xtina3

Tortura

Najgorszą torturą jest czekanie.


10

„O czym byś pisała gdyby nie ja…” – mówi bez cienia skromności Właściciel.
 
Fakt, sama jego obecność w moim życiu stanowi prawdziwą kopalnie tematów do pisania. Patrzy w sposób zupełnie różny od mojego, jego spojrzenie i interpretacja niektórych kwestii potrafią mnie nadal zaskoczyć. Przyznaję to z lekkim zdziwieniem, pamiętając doskonale jak na początku wspólnej drogi zastanawiałam się czy i jak długo wytrzymam z jednym mężczyzną. Bo Właściciel na dzień dobry postawił jasne, nie podlegające negocjacji warunki – ma być tylko On. Jeśli myślę, że nie dam rady, nie jestem gotowa się zdeklarować, boję się czy dotrzymam słowa – lepiej żebym powiedziała to na początku i nie marnowała jego i swojego czasu. Warunek był jasny, odpowiedz musiała być jednoznaczna. Albo chcę być jego ze wszystkimi konsekwencjami tej decyzji, albo każde idzie w swoja stronę.
Chciałam, och jak bardzo chciałam…

To było 10 lat temu.

W międzyczasie przemierzyliśmy wspólnie tysiące kilometrów, przeprowadziliśmy się na inny kontynent, naszym udziałem było kilka dramatów. Utwierdziliśmy się w przekonaniu, że nawet na szpitalnym łóżku jesteśmy dla siebie atrakcyjni.

Dwa razy prawie się rozstaliśmy, były latające talerze i fruwające szklanki. Goodgirl ma podły charakter – to w ramach wyjaśnienia, i potrzeba anielskiej cierpliwości żeby z nią wytrzymać.

Wytrzymać i nie zwariować, bo bycie ze mną to sport ekstremalny.

I kiedy tak sobie leżę łapiąc oddech po upojnym seksie, myślę z satysfakcją, że poranek z podwójną śmietanką w wykonaniu pary z dziesięcioletnim stażem to coś, co nie powinno się zdarzyć. Przecież słyszy się o nudzie jaka wkrada się w wieloletnie związki, o przewidywalności i rutynie, opadnięciu pożądania i sporadycznym seksie.

Moja interpretacja tej kwestii wygląda następująco: tam gdzie jest wyobraźnia i brak egoizmu, tam nie ma miejsca na rutynę i znudzenie. Znajomi perwerci pytali mnie nie raz, czy nie ma wkrada się u nas nuda i przewidywalność, czy nie odczuwam braku tej specyficznej iskry, bo przecież dziesięć lat to megadługi związek. Dziesięć lat to wystarczająco długi czas, aby poznać i nauczyć się siebie na tyle, by związek mógł wejść na zupełnie inny poziom. Poziom niedostępny dla krótkodystansowców. To też próba dla obu stron, czy starczy inwencji, pomysłów i wytrzymałości.

I tak długo, jak On potrafi wywołać powódź miedzy moimi nogami samym słowem i zdarza mu się czytać w moich myślach, nie przeszkadzają mi teksty takie jak ten:

„Kobiety mogą podejmować decyzje jedynie w spożywczym, a i to pod nadzorem. Wszędzie indziej się gubią.”

 

 

 

Perwersja

 perweresja

 

Lekko perwersyjny urok miał sobotni wieczór z Panem z sadomasonerii, co zresztą było nieuniknione, wziąwszy pod uwagę fakt, że oboje jesteśmy dosyć zboczeni.

Wraz z nim trafiła w moje ręce wyczekiwana książka mojej utalentowanej koleżanki Kropki. Wyczekiwana do tego stopnia, że już w sobotnią noc, mimo późnej pory postanowiłam się z nią zapoznać.

Wrażenia? Skrawek bielizny znajdujący się w kroczu przemoczyłam kompletnie. Dodatkowo, nie można tej książce odmówić wartości dydaktycznych, a pewne opisane tam historie mogą okazać się niezwykle inspirujące. Kropka jest świetną przewodniczką po krainie perwersji.

 

Czym jest perwersja, pomijając łacińską etymologię tego słowa?

Dla mnie czymś, co drzemie w każdej ludzkiej istocie, pragnącej lepszego seksu, zaś w naszym polskim purytańskim społeczeństwie seks sam w sobie jest już perwersją. Często zapomina się, że to przecież tylko jeden z popędów, jakim nasze ciało podlega.

Reprezentatywna część społeczeństwa uważa wszystko, co nie jest wprowadzeniem członka do pochwy, za zboczenie.

Jeśli należysz do wspomnianej części respondentów, nie czytaj, bo twoje życie już nigdy nie będzie takie samo…

 

Lektura do nabycia tu (link)

Przepis na sukę

Czasem mężczyźni zwracają się do mnie z zapytaniem, jak znaleźć kobietę, która będzie demonem seksu, uwielbiać wiązanie i chłostę, a takżeochoczo spełniać wszelkie seksualne marzenia tychże mężczyzn, i to już od pierwszych wspólnie spędzonych chwil. Konsekwentnie unikałam odpowiedzi na to pytanie, obawiając się, że pytający będą zawiedzeni. Przepis “jak stworzyć sukę” po prostu nie istnieje. Nie ma jednego, uniwersalnego sposobu czy metody, bo każda z nas jest inna, ma inne doświadczenia i upodobania, a także oczekiwania.

Tak, tak, oczekiwania. Czy to, że uwielbiam służyć całą sobą, to że oddalam memu kochankowiduszę i ciało znaczy, że nie mam pewnych oczekiwań? Pewnie, że mam, chcę by mnie też było przyjemnie.

Dla wielu mężczyzn sama myśl, że kobieta, która ma dać im przyjemność ma jakiekolwiek oczekiwania… taka myśl jest trudna do zaakceptowania. Jeśli facet jest egoistą skupionym tylko na własnej przyjemności, traktującym kobietę jak przedmiot służący wyłącznie jego samczej przyjemności… To niech lepiej kupi sobie gumową lalę w sex shopie. Nie tędy droga. Nie twierdzę, że niemożliwe jest spotkanie amatorki takiego układu, w przyrodzie wszystko jest możliwe, ale…

Mój aktualny związek trwał blisko trzy lata w wersji “normalnej”, zanim posunęliśmy się dalej. Potwornie wstydziłam się tego, że właśnie takie a nie inne zabawy mnie podniecają. Dlaniego było jasne od początku co lubię, ale czekał aż sama dojrzeję do tego by mu o tym powiedzieć. W międzyczasie obserwował moje reakcje, upodobania. Cieszę się, że to tyle trwało, bo miałam dużo czasu, żeby go poznać, oswoić się,zaufać – a bezzaufania w BDSM ani rusz. Przyznam szczerze, że gdyby ktoś “na dzień dobry” chciał mnie związać bądź zakneblować, tonigdy bym się na coś takiego nie zgodziła. Jaką miałabym pewność, że amator moich wdzięków nie okaże się psychopatą, który mnie zgwałci i zamorduje?

Wczujcie się Panowie choć trochę w sytuację drugiej strony. Oczekujecie od kobiety, że zawierzy wam swoje bezpieczeństwo, a może zdrowie i życie, bo jest zafascynowana waszymi atrybutami męskości? A sami byście się na coś takiego zdecydowali?

Niektórzy z pytających stwierdzali bez ogródek, że nie mają zamiaru tracićczasu, jeśli już na początku sytuacja nie rozwija się po ich myśli. Delikwentkę, która swoje bezpieczeństwo przedkłada nad pożądanie, zostawiają po jednym, dwóch spotkaniach i idą szukać dalej. Do głowy im nie przyjdzie, że ona możechce, ale po prostu trochę się boi, albo kiedyś wcześniej trafiła na niewłaściwą osobę, na kogoś kto pod przykrywką BDSM wyżył się na niej.

Moje pierwsze zetkniecie z ta forma seksu było mocno niefortunne. I pewnie dlatego tyle czasu trwało zanim się przełamałam w stosunku do mojego partnera, zanim odważyłam się ponownie spróbować.

Na początku musi być zaufanie, bez tego nie wyobrażam sobie pójścia dalej i przekraczania kolejnych granic.

Myślę też, że mężczyzna może zdobyć ogromną władzę nad kobietą, nad jej umysłem, może wręcz uzależnić ją od siebie. Jeśli tylko zadasobie odrobinę trudu, jeśli nie będzie skupiony wyłącznie na sobie.

Byłam wcześniej z rożnymi facetami, żadnego nie obchodziło czy jest mi przyjemnie, z żadnym nie miałam orgazmu. Myślałam, że coś ze mną jest nie tak, może nalezę do tego nielicznego grona kobiet, które nigdy nie poznają tego uczucia. Myślałam nawet, że orgazm to mit.

Przy Nim pierwszy raz poczułam “to” trzęsienie ziemi… Lepszej smyczy nie potrzeba.

 

Zawsze pierwsza, zawsze najlepsza

„Ty debilu! Jakaś ty głupia, nikt z tobą nie wytrzyma! Boże, czemu mam takie głupie dziecko!” – coś spadło na podłogę. Ach, to tylko moje poczucie wartości rozbiło się na milion kawałków. Sklejałam je wiele lat i kiedy w końcu wszystkie rozbite okruszki udało się zebrać i połączyć na nowo, spojrzałam na nie z uwagą.

Poczucie wartości jest jak zwierciadło. Zdeptane i starte w pył, nawet najlepiej odrestaurowane nigdy już nie pokaże obrazu bez skazy. Posiadacz takiego wybrakowanego, poobijanego poczucia wartości mimowolnie przegląda się w oczach innych.

Dzieciństwo to czas kiedy pisze się scenariusz na resztę życia, kładzie podwaliny pod dorosłe relacje. Te fundamenty nie będę solidne jeśli trzeba zasłużyć na miłość, szacunek i uznanie rodziców lub opiekunów. Walczyć i każdego dnia ze wszystkich sił utwierdzać ich w przekonaniu, że jest się dość dobrym by być kochanym.

Z kulejącym poczuciem wartości nabieramy nawyku, by przeglądać się w oczach innych, sprawdzać jak nas widzą. A że nie sposób zadowolić wszystkich…

Postawa, gdzie normą jest poszukiwanie akceptacji i uznania w oczach osób na których nam zależy, popycha do wchodzenia w toksyczne relacje. Pragnąc zadowolić innych bez względu na cenę, zapominamy o sobie i pozwalamy się krzywdzić, samych siebie i własne pragnienia stawiając na szarym końcu.

W świecie s/m aż się roi od uległych z opisanym problemem. Oczywiście nie tylko tam je można spotkać, mam kilka waniliowych koleżanek, które systematycznie co jakiś czas wyciągam z czarnej dziury, w którą wpadają bo uważają, że nie są nic warte. Uwierzyły w to dawno temu, tylko dlatego że ktoś na kim im bardzo zależało, tak stwierdził.

Układ s/m przyciąga jak płomień świecy ćmę. Z jednej strony jest to sytuacja idealna, gdyż taka niepewna siebie uległa jest postawiona w centralnym punkcie, zainteresowanie dominującego kreci się ściśle wokół niej, nareszcie czuje się ważna i potrzebna. Z drugiej strony, wystarczy bardzo niewiele, aby strącić ją z powrotem w otchłań niepewności, sprawić że poczuje się po stokroć bezwartościowa. W rękach doświadczonego domina taka kobieta będzie jak plastelina, ulepi z niej kochankę idealną, posiądzie w sposób absolutny.

W rękach nowicjusza bądź ignoranta to przepis na nieszczęście.

Z dna szuflady

 Kiedy stoję zamyślona rozpinając bluzkę, woda w łazience jest już odkręcona. Ściągnięta bluzka ląduje na fotelu, za nią biustonosz. Gdy sięgam rękoma do tylu aby rozpiąć spódnicę, czuję jak zaciskasz ręce na moich piersiach. Stojąc za mną, mocno chwytasz je w obie dłonie i ściskasz przez chwilę, by za moment skoncentrować się na sutkach. Dotyk wcale nie jest pieszczotliwy, wręcz przeciwnie, szarpiesz moje sutki uwięzione miedzy kciukiem a palcem wskazującym. W jednej sekundzie mój oddech przyspiesza, odruchowo prostuję się wypinając piersi poddawane słodkim torturom. W momencie kiedy zaczynam czuć między nogami napływającą wilgoć, przestajesz. Dajesz mi klapsa w pupę mówiąc, że po prysznicu mam się zameldować w sypialni.

Odświeżona i rozgrzana prysznicem, ze stojącymi na baczność sutkami staję w drzwiach sypialni. Siedząc na łóżku wskazujesz bez słowa żebym stanęła przed tobą. Podchodzę czując twój wzrok przesuwający się po mnie lubieżnie. Taksujący mnie tak jak wtedy, gdy pierwszy raz stanęłam tak dla ciebie. Klękam i biorę twardniejącą męskość do ust. Zajmuję się tobą najlepiej jak umiem, skrupulatnie, jak dobrze ułożona suka. Chwytasz mnie za włosy samemu nadając tempo w jakim mam cię pieścić. Nie jesteś delikatny. Staram się zadowolić cię jak najlepiej, ale chyba nie masz dziś do mnie cierpliwości. Każesz podnieść się z klęczek, sam wstajesz i wychodzisz zostawiając mnie zdezorientowaną. Nie śmiem ruszyć się z miejsca. Wracasz po chwili i stanowczym ruchem popychasz mnie na łóżko, chwytając za kark każesz wypiąć pupę. Posłusznie wykonuję polecenie, czując jak bez ceregieli wsuwasz twardą męskość w bardzo mokrą cipkę. Wyrywa mi się westchnienie. Chwilę pieprzysz mnie mocno, jęczę cicho. Jest mi dobrze i robi się coraz przyjemniej. Wyczuwasz to, znasz mnie przecież tak dobrze. Jeszcze nie czas na moją przyjemność, jeszcze nie teraz. Każesz mi zostać w tej pozycji, ale rozsunąć szerzej nogi, co wcale nie jest proste. Z twarzą wciśniętą w pościel i wypiętą pupą czekam na ciąg dalszy…Wkładasz między rozsunięte nogi rozpórkę, sprawnie oplatając moje kostki więzami. Przestaje być wygodnie. Za chwilę bez zapowiedzi chwytasz moją rękę i już wiem, że zaraz będzie jeszcze mniej wygodnie, bo przywiążesz obie ręce do więzów oplatających nogi w kostkach. Żeby było to wykonalne, muszę jeszcze bardziej wypiąć pupę. Kończysz dzieło i przesuwasz palcem po wargach lśniących od soków. Jęczę… Po chwili w miejscu palca, czuję dotyk czegoś, czego w pierwszej chwili nie jestem w stanie zidentyfikować. No tak, trzcinka. Przesuwasz nią pieszczotliwie po pulsującej kobiecości, po wnętrzu ud… by w ułamku sekundy zamienić pieszczotę w ból. Spada w tamto miejsce kilka bolesnych razów, ale zanim ból naprawdę dociera, czuję twoje palce zgłębiające się we mnie. Znów jest bardzo przyjemnie. Tak niewiele mi brakuje, takie zabawy doprowadzają moją krew do wrzenia. Czuję, że nadchodzi orgazm, lecz ty skutecznie hamujesz moją przyjemność wymierzając kilka mocnych razów na wypięte pośladki. Jęczę głośno. Już nie mogę się opanować, nie chcę. Soki kąpią na prześcieradło. Wciskasz w spragnioną cipkę wibrator i ustawiasz na najwyższe obroty. Jeszcze tylko parę sekund… Ty masz jednak inny pomysł na mój orgazm. Wbijasz twardy członek w drugą, ciasną dziurkę i w momencie kiedy łamiesz mimowolny opór mięśni, nic nie jest w stanie powstrzymać nadchodzącej przyjemności.

Skąd się biorą masochistki?

Siedzę z laptopem na kolanach, stukam w klawiaturę. Jest późny wieczór, mam za sobą cały dzień w biurze, plus kilka godzin spędzonych w ‘pracy dla siebie’. Miniony dzień mogę podsumować jako mini maraton. Bolą napięte mięsnie karku, ramion, całe ciało wyraźnie odczuwa wiele godzin pracy. Ale i tak siedzę i piszę dzielnie, jak przystało na masochistkę.

Skąd się biorą masochistki, kobiety które lubią ból?

Z tak zwanych normalnych domów i na pozór szczęśliwych rodzin.

Czego potrzeba by obudzić w kobiecie potrzebę doznań ekstremalnych, miłości do bólu, cierpienia dla przyjemności?

Wystarczy dzieciństwo spędzone wśród najbliższych, którzy są nadmiernie wymagający i krytyczni. Jeśli rodzice nie kochają dziecka bezwarunkowo, tylko musi na ich miłość zasłużyć, mamy gotowy przepis na masochizm.

Masochistka zrobi wiele wbrew sobie, byle by sprostać wymaganiom osoby, na której jej zależy. Z dzieciństwa wyniosła przekonanie, że na dobroć, szacunek i miłość musi sobie zasłużyć. Jeśli rodzicom zdarzało się praktykować kary cielesne, zaś na swoje usprawiedliwienie stworzyli formułkę, że robią to z miłości… Nie potrzeba nic więcej, by wytworzyć schemat: miłość musi bolec.

Pod wpływem „tresury” z dzieciństwa utrwala się pewien mechanizm zachowań, który często na początku bywa wypierany ze świadomości. W pierwszej chwili często przeraża uświadomienie sobie takich preferencji. Nasze umysły okiełznane wszelkiej maści wypada i nie wypada, niechętnie przyznają się, że oto właśnie sprawia nam przyjemność odczuwanie bólu. A jeśli jeszcze ów ból łączy się z osiągnięciem satysfakcji seksualnej… na początku można się odrobinę wystraszyć.

Z własnego doświadczenia wiem, że lepszym wyjściem jest przyznanie się przed samą sobą niż wypieranie tego ze świadomości. Uważam, że masochistyczna natura prędzej czy później upomni się o swoje. Jej nie oszukasz.

Można tez oczywiście wmówić sobie, że potrzeba dostania w tyłek w trakcie seksu jest dewiacją i udawać, że można się bez tego obejść. Tylko po co?

Najtrudniejszym elementem w eksplorowaniu masochizmu jest znalezienie odpowiedniego partnera. Kogoś na tyle delikatnego, by zrozumiał zawiłe meandry psychiki, a na tyle brutalnego by miał odwagę wykorzystać ofiarowany mu prezent. Sprawą kluczową jest tutaj zaufanie, gdy oddajemy siebie wraz z najskrytszymi pragnieniami w ręce sadysty. Trzeba odważyć się zaufać i nauczyć widzieć coś więcej niż chęć skrzywdzenia. To całkowicie zmienia perspektywę.

Seks i dzieci

Co ma seks wspólnego z dziećmi nikomu tłumaczyć nie trzeba. Dzieci bywają jego owocem, bez względu na to, czy pierwotnym zamierzeniem spółkujących było właśnie płodzenie potomstwa. Spoglądając na temat dzieci i seksu z drugiej strony, zwykle nic dobrego nie wynika, gdy dzieci się za seks biorą. Mniej więcej tak mi to przekazała mama, jedynie forma przekazu była bardziej drastyczna. Ale zostawmy mamę w spokoju, po co wywoływać demony.
Pomówmy za to o sytuacji, kiedy ma się dziecko/dzieci i choć czasem chciałoby się też mieć coś, co bodaj przypomina dawny seks. Niektórzy mówią: „żaden problem, dzieci idą spać i ma się czas dla siebie”. Ja za to mowie: „co za bzdura”. Tym bardziej, że zwykle wśród tych nie widzących problemu przytłaczającą większość stanowią… bezdzietni. No pewnie, każdemu wolno być teoretykiem, nie należy bezdzietnych dyskryminować za ich teoretyczną wizję idylli rodzicielstwa. Należy za to szczerze, z głębi serca życzyć, aby los pozwolił im skonfrontować owa rozległą wiedzę teoretyczną z realiami.

A jeśli rodzice owych pociech lubią oddawać się praktykom BDSM… to muszą być cholernie kreatywni. Wbrew temu co się niektórym wydaje, młodociani mają oczy i uszy wszędzie, w temacie śledzenia poczynań rodziców miewają wrodzony talent, którego pozazdrościć może wysoce wykwalifikowany szpieg Mosadu. Spróbujcie przechytrzyć takiego przeciwnika.
Trzeba wykazać się nielada sprytem chowając ‘zabawki’. Miałam okazję tłumaczyć córce przeznaczenie wibratora, który znalazła w mojej walizce. Powiedziałam prawdę: „to taki przyrząd do masażu”.

Znam z pierwszej ręki historię, kiedy to kilkulatek stanął w drzwiach sypialni rodziców akurat w trakcie, gdy mamusia była poddawana chłoście. Dziecko wybuchnęło płaczem i jak już rodzicom w końcu udało się go uspokoić, ostatnią rzeczą o jakiej myśleli, były igraszki.

A co powiecie na sytuację, kiedy samotna mama, będąca zdeklarowaną uległą, trafiła na dominującego mężczyznę swoich snów, a na uwieńczenie wieczoru zaprosiła do siebie. Dziecko spało smacznie w swoim pokoju, dziewczyna wychodząc na randkę zostawiła je z nianią. Tą samą, która opiekowała się nim na codzień, kiedy młoda mama była w pracy.

Niestety, dzieciak przebudził się i poczłapał do pokoju mamy. Zastał mamę bitą przez jakiegoś pana, zalaną łzami. Dodam, że to była pierwsza i ostatnia wizyta wspomnianego domina w sypialni owej damy, podobnie jak w jej życiu.

Usłyszałam kiedyś, że mając dzieci trzeba zapomnieć o sobie, że życie do jakiego się przyzwyczaiło kończy się wtedy bezpowrotnie. Oburzyłam się strasznie, pamiętam jak powiedziałam, że nigdy nie pozwolę, aby dziecko stanęło na drodze do mojego szczęścia. Dziś, po latach, przyznaję rację. Dzieci to koniec beztroskiego, nieskrępowanego obligacjami życia. To także bezapelacyjny koniec seksu do jakiego przywykliśmy. Pozostają ukradkiem kradzione chwile pod prysznicem, szybkie numerki w półśnie wieczorem, kiedy uda się latorośl wysłać spać. To śmierć spontanicznego seksu.
Chyba, że ma się babcię, siostrę, ciocię czy znajomych, którzy ulżą naszym męką raz na jakiś czas. Wtedy istnieje szansa, że brak seksu nie rzuci się na mózg.

A, jeszcze coś. Panowie zdają się z tym problemem radzić lepiej niż panie – szukają seksu poza związkiem, z bezdzietnymi samicami. Zamiast czekać aż latorośl zaśnie, czy tez liczyć na miłosierdzie babci, które weźmie dzieciaka do siebie na weekend, biorą sprawy we własne ręce. I oni mogą śmiało mówić, że posiadanie potomstwa nie ogranicza. Po co czekać miesiącami aż matka dziecka nie będzie zmęczona opieką nad nim i wykaże szczątkową ochotę na numerek w półśnie?

 

A może macie inne zdanie bądź doświadczenia?