Polki kretynki

Wkurzają mnie idiotki. Szczególnie głupota i bezmyślność rodaczek mnie drażni. Dawniej było mi ich szkoda, wszak padły ofiarami najbardziej restrykcyjnego prawa aborcyjnego w EU, a to samo w sobie stanowi doskonale podłoże do wszelkiej maści aktów desperacji. Dlatego, z dobroci serca i altruizmu napisałam, czas jakiś temu, kilka postów o aborcji przy użyciu ziół. Zawsze powtarzałam, że kobieta powinna mieć prawo wyboru, a decydowanie o własnym ciele, zdrowiu i życiu jest tego filarem. Dlatego dzieliłam się posiadaną wiedzą.

Ostatnio zaczęłam dochodzić do wniosku, szalenie smutnego zresztą, że może faktycznie lepiej by decydowano za Polki kretynki, które mądrością nie grzeszą. No bo jak nazwać to, gdy panna zgłasza się z prośbą o pomoc, w 12 tygodniu ciąży i jej jedynym zmartwieniem jest, czy lekarz wykryje w organizmie obecność dong quai, które ma zamiar użyć do wywołania poronienia. Wyć mi się chce gdy coś takiego czytam. One traktują zioła poronne jak herbatkę z rumianku. Myślą, że wezmą, pójdą później do pracy i przeżyją dzień jak zwykle. Nie biorą zupełnie pod uwagę tego, że mogą się wykrwawić na śmierć, i lepiej by miały pod ręką dużo środków opatrunkowych, czekoladę, oraz muszlę klozetową w zasięgu ręki. To, że coś jest naturalne, nie znaczy wcale, żel nie jest szkodliwe i nie daje efektów ubocznych.

Dziewczyny, myślcie - to nie boli!

Koszmar

Nie pamiętam jak znalazłam się z nim w sypialni. Mojej sypialni. Właściciela i mojej, jeśli chodzi o ścisłość. To nie miało prawa się wydarzyć. Nigdy, pod żadnym pozorem. Tak sobie obiecałam. W sumie, o ile dobrze pamiętam, oboje obiecaliśmy. Tyle, że jemu wyraźnie to nie przeszkadzalo w intensywnym rżnięciu palcami mojej cipki. Jeden z niewielu mężczyzn, ktorzy naprawdę słuchają co się do nich mówi - pomyślałam. Wyznałam mu kiedyś półżartem: bez penetracji nie ma zdrady - myśl taka przemknęła, lecz zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Było stanowczo zbyt mokro i zbyt przyjemnie, by zaprzątać sobie głowę czymkowiek. Masował nabrzmiałą łechtaczkę jak żaden wcześniej, drugą ręką ściskał mocno piersi. Sytuacja stawała się coraz bardziej zaawansowana… na tyle, by zagłuszyć jakiekolwiek popiskiwanie zdrowego rozsądku. Nie wiem czy to za sprawą strachu, zwinnych palców (nie)znajomego, czy tez nagłego i niespodziewanego pojawienia się  Właściciela w drzwiach sypialni, orgazm rozlał się po ciele. Obudził mnie własny krzyk… Jeszcze długo po przebudzeniu powtarzałam w duchu “dobrze, że to był tylko sen”…

 

Morał? (Nie) spełnione fantazje potrafią stać się całkiem realnym koszmarem…

Material girl

Nie wiem co za kretyn wymyślił, że pieniądze szczęścia nie dają. Przez długi czas, z uporem godnym lepszej sprawy, próbowałam w ten banał uwierzyć. Powtarzałam sama sobie, że przecież szczęście to stan umysłu… Tyle, że umysł zupełnie nie przyjmował tego do (ś)wiadomości.

Za pieniądze kupuję spokój, a ten jest nieodzownym składnikiem szczęścia, mojego. Kasa bywa też całkiem niezłym afrodyzjakiem…

Powrót do rzeczywistości

Im częściej piszę, tym mniejszą odczuwam presję, no i tym łatwiej mi to przychodzi. Oczywiście, mam pełną świadomość, że nie wszystko co spłodzę zasługuje na literackiego Nobla. Ale pisać muszę, taka wewnętrzna potrzeba. Ćwiczenie czyni mistrza, więc ćwiczę, stąd mnie tutaj po dziś dzień czytacie. Jednych krew zalewa kiedy zaglądają i widzą, że ja dalej swoje. Drugim robi się cieplej w kroczu koło serca, bo znajdują jakiś wspólny mianownik w wytworach mojego nawiedzonego umysłu. I jednych, i drugich kocham.

Pogoda wreszcie pomału zaczyna przypominać zimową. No powiedzcie sami, ile może trwać lato? Ileż można chodzić z gołymi nogami? Otwierać okna w domu, bo za gorąco? Stęskniłam sie za zimą.  Marzy mi się kilka stopni poniżej zera i świat przypruszony białym puchem. Ach… nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, o ile ladniej wtedy prezentuje się ten nowojorski syf. Zanosi się, że moje marzenie się spełni, już dziś wieczorem.

Jutro powrót do rzeczywistości. Teleportacja z krainy seksu, lenistwa, jedzenia i intensywnych kontaktów towarzyskich, wprost w biurową rzeczywistość. Niestety, jestem przypadkiem beznadziejnym, lubię swoja pracę.

Żeby nie było całkiem jak w raju, comiesięczna dolegliwość wprawia w spazmy me podbrzusze. Nie rozumiem, jak kiedykolwiek mogłam myśleć o wkładaniu twardego kutasa w jątrzącą się ranę między nogami. W tej chwili jest to dla mnie niepojęte. Co innego anal podczas miesiączki, mniam, mniam. Jak to się człowiekowi zmienia z upływem lat…

No regrets

Nie mam żadnych postanowień na Nowy Rok. Nie chcę nic zmieniać, niczego nie żałuję. Poczucie winy u mnie nie istnieje, a może to właśnie nazywa się sumienie…? Ja nazywam to podejściem ze zrozumieniem, wybaczam sobie potknięcia. Wszystko co się wydarzyło, niezależnie czy było doświadczeniem pozytywnym, czy negatywnym, czegoś mnie nauczyło. Na szczęście, zawsze spadam na cztery łapy.

Jest mi dobrze. Jedyne czego sobie życzę, to aby tak pozostało. Amen.

Przestałam szukać szczęścia. Samo się znalazło.

 

 

Grunt to świadomość

Tych, którym nie odpisałam na mejle, proszę o wybaczenie, naprawdę cholernie zarobiona jestem. A tym, którzy pytają co w moim mieście słychać muszę wyznać, że pojęcia nie mam. Nie wiem co się dzieje, gdzie się chodzi i co ogląda. Jestem wyłączona, zamknięta we własnym świecie. Na to co poza nim, nie starcza mi czasu ani energii.

A skoro o nieodpisanych listach mowa, to jeden szczególnie nie mógł wyjść z mojej głowy. Jak to jest, że u niektorych osób uświadomienie sobie podłoża, na którym powstały ich sadomasochistyczne upodobania sprawia, że nagle tracą całą radość z owych praktyk? Dlaczego u jednych wyłącza to przyjemność z wycieczek w mroczne zakamarki świadomości, a u innych wręcz przeciwnie – potrafią oni finezyjnie “zagrać” na emocjach wykorzystując wspomnianą wcześniej wiedzę?

Świadomość tego, jak wczesne lata mojego życia wpłynęły na pojawienie się konkretnych upodobań, w najmniejszym stopniu nie utrudnia mi czerpania przyjemności z BDSM. Wręcz przeciwnie. Umiem się tym posłużyć, aby zmaksymalizować satysfakcję moją i partnera.

Czasem pytam samą siebie, czy nie chciałbym byc zwykła, pookładana i normalna. Mieć rodzinę jak z obrazka, męża, dwójkę dzieci i dom na kredyt. W reklamach zawsze wszyscy wygladają na takich szczęśliwych…

Tak naprawdę dobrze wiem, że powyższa wersja szczęścia nie zgodziłaby się z moją naturą. Znam kilka osób, które wbrew sobie udają, że wanilia i rodzinna sielanka są tym, czego chcą w życiu. Zaspokajają zew natury na boku, za plecami żony czy męża. Niektórzy trzymają się ryzach, tkwiąc w małżeństwie/związku o temperaturze zimnego rosołu.  Dla dobra dzieci, pieniędzy, wspólnego dorobku, dlatego że szkoda wspólnie zmarnowanych spędzonych lat.

Jestem szczera wobec siebie. Mam świadomość, że niektóre układy i sytuacje życiowe nie są dla mnie. Próby postępowania wbrew temu, kończyły się okłamywaniem i siebie, i partnera. Na dłuższą metę nie potrafię wyłączyć tego co w mojej suczej duszy gra, dlatego jestem z kimś, kto podobnie jak ja, nie chce domu na kredyt, dzieci i rodziny. Co nas łączy? Coś bardzo pierwotnego… Seks potrafi być bardzo skutecznym spoiwem.

Wyśniony

Podświadomość zaczyna mi płatać figle. Wypadkowa przepracowania i bycia na głodzie. Sen intensywny, realny, wręcz przerażający. Zakończony pierwszym w życiu wyśnionym orgazmem. Nieporównywalne z niczym innym. Poproszę częściej…

Che bella vita

Co z tobą? Nigdzie cię nie ma…

Doszły mnie słuchy, że stęskniliście się za mną. To mile.

Czasem rzeczywistość staje się tak intensywna, że musisz się w niej zanurzyć, chcesz to poczuć każdą komórką. Stan niezmiernie wyczerpujący. Zdecydowanie wolę go przeżywać, niż o nim pisać.

Burze i trzęsienia ziemi już przeszły. Nowy Jork po raz kolejny udowodnił, że jest miastem nieograniczonych możliwości. Pod warunkiem, że potrafisz grać według jego reguł. Momentami przypomina to rosyjską ruletkę. Wszystko jest w zasięgu reki, ważne by wiedzieć, po co lepiej nie sięgać.

Jest mi dobrze. Dużo pracuję i ostro się bawię. Seks? Ten którego bywam świadkiem jest inspirujący, czasem podnieca mnie to co podglądam, a raczej czego jestem mimowolnym widzem. Zdarzają się również sytuacje komiczne, oraz postacie niemal nie z tego świata. Fetish fantasy… dwa rzay w miesiącu prywatny loft przy 36 ulicy i 5tej alei na Manhattanie zapełnia się tymi, którzy chcą zrealizować swoje fantazje, oraz modelkami, które z ochotą im w tym pomogą.  No sex, no nudity - żeby było w zgodzie z prawem stanu Nowy Jork. Amerykanie w dość specyficzny sposób definiują to, co seksem jest, i to co nie jest. A jak powszechnie wiadomo, co stan to obyczaj. Nawiązując do nagości… wiadomo nie od dziś, że naga kobieta jest mniej seksualnie atrakcyjna, od tej nie do końca rozebranej.

Więc bawimy się… Prezesi firm, adwokaci , lekarze, studenci z dobrych (czytać: bogatych) domów, czasem trafi się kilku ortodoksyjnych żydów. Podzwaniają łańcuchy, słychać świst bata, w powietrzu unosi się aromat zakazanych substancji… Che bella vita!

Dziwy, cuda i fetysze

Fetysz… niejedno ma imię. Pończochy, szpilki, latex, ale też ciężarne bądź karmiące kobiety (milf). Bondage w ciąży? Kwestia upodobań, a te bywają różne. Pierwsza seksualnie atrakcyjna “ciężarówka” jaka ukazała sie mym oczom, to  Demi Moore na okładce Vanity Fair. Byłam zauroczona. Wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek będę w ciąży, to muszę, po prostu muszę mieć takie zdjęcie. Słowa dotrzymałam. Do dziś spoglądam na te fotografie  z sentymentem.

Jestem otwarta na nowe doznania, wychodzę z założenia, że nic co ludzkie nie jest mi obce, dlatego staram się nie zamykać we własnym światku. Spotkania z osobnikami o podobnych zainteresowaniach rozwijają i pozwalają spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy.

Ostatnimi czasy, z ciekawości jak to zwykle ze mną bywa, postanowiłam liznąć, bodaj z wierzchu to, co powoduje u znajomych perwertów przyspieszoną akcję serca i napływ krwi do podbrzusza. Dowiedziałam się czegoś nowego o przedstawicielach gatunku homo sapiens, że nie wspomnę jak wiele dowiedziałam się o sobie. Przy okazji wycieczki do krainy wyuzdanych fantazji, świetnie się bawiłam.

 

Urocza modelka na zdjęciu powyżej to Madison Young, szalona, feminizująca aktorka porno specjalizująca się w projektach BDSM. Ze swojego masochizmu i uległości uczyniła sposób na życie. Miałam przyjemność oglądać Madison na żywo.

Dobrze widzicie. Panna Young postanowiła udowodnić na swoim przykładzie, że ciężarne są sexy, a bondage w ciąży ma inny wymiar. Pomysł ciekawy, acz ryzykowny.

http://www.salon.com/life/feature/2011/08/16/madison_young

Wszelkie ciążowe aktywności Madison zostały przyjęte z zachwytem przez BDSM’owa społeczność… aż do ostatniego aktu, który był bardziej (w moim prywatnym odczuciu) ryzykowny, niż wszystko co robiła wcześniej. Swym występem podzieliła zwykle jednomyślną społeczność perwertów, a burza trwała dobre kilka dni. Otóż podczas jednego ze swych projektów artystycznych, mającego na celu zwrócenie uwagi na problem raka piersi, w ramach performancea’u zaczęła na scenie karmić piersią urodzona kilka tygodni wcześniej córkę.

Ów akt uznała za coś najnaturalniejszego pod słońcem, podsumowując występ wyjaśniła, że chciała pokazać, że karmiące kobiety, podobnie jak ciężarne, mogą być sexy.

Dla mnie pomysł wciągania dzieci we własną aktywność seksualną, żeby nie wiem w jak zbożnym celu, jest co najmniej kontrowersyjny.

Co jeszcze odkryłam pośród rabat fetyszowego ogrodu? Dziwy, cuda i wszelkie inne różności. Tickle fetish, girl’s wrestling (musze koniecznie spróbować), gorsety (jako narzedziej tortur)  i wiele wiele innych.

Ponadto okazało się, że kto nie szuka, ten znajdzie ;) Mowa o biseksualnej partnerce do zabaw. O tym następnym razem, podczas relacji z wizyty na nowo odkrytym placu zabaw, o wdzięcznej nazwie Fetish Fantasy Party.

Oto moja nowa fascynacja:

Destrukcja mam na drugie

Głupia suka ze mnie, oj głupia. Chyba nigdy się nie nauczę. Wielokrotnie odczułam na własnej skórze, że bliskie kontakty z innymi homo sapiens grożą uszczerbkiem na zdrowiu – w najlepszym wypadku, bądź trwałym kalectwem – gdy szczęścia ciut mniej. Mimo to uparcie powtarzam błędy.

Przyjaciele? To tacy ludzie, którzy wiedzą lepiej niż inni gdzie uderzyć, żeby zabolało najbardziej. Niby bezinteresownie zainteresowani, tak naprawdę chodzi im o doładowanie własnego ego.  Dlatego z zasady się nie angażuję i trzymam dystans. Z zasady… Sa jednak wyjątki, czasem komuś uda się przedrzeć przez gęste zasieki z wątpliwości i braku zaufania. Podejdzie blisko, do miejsca gdzie nie sięga obronny pancerz. To da mu możliwość zadania szybkiego ciecia, w chwili kiedy zupełnie na to nie jestem przygotowana. A później będzie stał z boku, przyglądając się jak krwawię.

Niektórzy twierdza, że masochistki są jak ćmy. Dążą do samozagłady. Chcą cierpieć i to cierpienie podświadomie same na siebie ściągają. Torpedują własne życie, podstawiają sobie nogę. Interesująca teoria. Próbuję odnaleźć jakieś wspólne parametry z ową tezą i własnym życiem.

Ostatnio jestem jak dziewczynka na huśtawce. Wzlatuję wysoko wypełniona euforią chwilowego sukcesu, by po chwili spaść, tłukąc boleśnie dupę. Jest ciekawie, to nie ulega wątpliwości. Momentami świetnie się bawię. Nie żałuję, że zrezygnowałam z pracy na etacie. Zabijała mnie, dzień po dniu, kawałek po kawałku. Teraz za to walczę o przeżycie. Nic nie planuję, bo jest to niemożliwe. Nie wiem gdzie będę za tydzień. W pewnym sesie wszystko nagle stało się prostsze.

BDSM it’s not what you think

BDSM dla “normalnej” części społeczeństwa jest w najlepszym wypadku ekscentrycznym zboczeniem. Zdecydowanie częściej bywa postrzegane jako coś dziwnego, szkodliwego wręcz. Ludzie boją się tego, co nieznane. Aktywność, której nie rozumieją wywołuje w nich niepokój. Szczególnie, gdy to coś otoczone jest grubą warstwą stereotypów i mitów.

A gdyby tak… edukować?

Ostatnio natknęłam się na film edukacyjny “BDSM its not what you think” i zaczęłam zastanawiać, czy i jak dałoby się coś takiego zrealizować na polski rynek. Takie taktowne i poparte merytoryką rozwianie mitów. Czy jest taka potrzeba? A może lepiej/bezpieczniej tematu nie ruszać, niech wanilia postrzega nas jako bandę zboczeńców?

http://www.bdsmdocumentary.com/

 

 

Sinusoida

Po czym poznać, że się skończyło? Czy cisza i chłodna uprzejmość to dostateczne objawy, by postawić diagnozę? Jak stwierdzić, czy rozkład jest nieodwracalny? Reanimowac czy pozwolić umrzeć?

Przyglądam się z boku, jakby to mnie nie dotyczyło. Stan zawieszenia, próżnia. Nie dociera do mnie? Możliwe.

Jestem spokojna. Czekam.

Bad bad girl

Zrobiliście kiedyś coś tylko po to, by sprawdzić co się stanie? Taki eksperyment na żywym organizmie, gdzie zakończenie jest niespodzianką, niekoniecznie przyjemną. To jak zabawa w boga albo wywoływanie demona. Ekscytuje i stawia na baczność włosy na karku. Strach i adrenalina, naiwna próba okiełznania zwierzęcych instynktów. Wejście do klatki z drapieżnikiem, z wiarą w to, że instynkt podpowie jak się zachować. Igranie z ogniem uzależnia. Jeśli raz się powiedzie, pojawia się ochota na następny, a później kolejny. Mężczyźni tracą głowę tylko dla tych cip, których mieć nie mogą…

 

Połączyła ich praca, wpadli na siebie na zasadzie przyciągających się przeciwieństw. On, potomek niewolników, o skórze w odcieniu gorzkiej czekolady. Ona, bladolice dziewczę w wieku jego córki. Kręcił się przy niej kilka tygodni, aż wreszcie któregoś dnia zdobył na odwagę i zapytał, czy pójdzie z nim na drinka. Zgodziła się, zaznaczając wyraźnie, żeby nie robił sobie żadnych nadziei. “Nie pójdę z tobą do łóżka” - powiedziała z uśmiechem.

Koniecznie chciał jej zaimponować, pokazać, że ma klasę. Najpierw tatar z tuńczyka w japońskiej restauracji, później tequila, sól i cytryna w kubańskiej knajpie. Kiedy stężenie alkoholu we krwi osiągnęło poziom, przy którym zaczynają puszczać hamulce, a na jej miękkich wargach poczuł smak soli, potężna erekcja stała się faktem. Miażdżąc jej wargi swymi mięsistymi ustami, kątem oka obserwował reakcje ludzi. Nawet w sercu Manhattanu taka para nie była czymś zwyczajnym. Samcza duma pompowała krew do nabrzmiałego kutasa, podczas gdy ręka wnuka niewolników błądziła pod sukienką dziewczyny, badając milimetr po milimetrze gładką skórę ud.

Kiedy uznał ilość wypitego alkoholu za odpowiednią, by unieważnić wcześniejsze ”nie pójdę z tobą do łóżka”, rzucił tajemniczo “zabiorę cię w pewne miejsce”. Prowadził ją pewnie przez zaułki Chelsea - królestwo snobów z agencji reklamowych, nie przestając mówić ani na chwilę. Jakby myślał, że jeśli ją  zagada, ona zapomni, co sobie obiecała. Był pewien, że blefowała, tylko tak się z nim drażniła. “I’m not going to have sex with you” - przecież nie mówiła tego poważnie.

Weszli do ciemnego holu jakiegoś budynku. Dopiero przy kontuarze recepcji dotarło do niej, że to hotel na godziny. Taki, do którego przychodzi się z kochankiem, albo na szybki seks z prostytutką. Podobało jej się to, jak większość nowych doświadczeń zdobywanych w kosmopolitycznym molochu zwanym Wielkim Jabłkiem.

Pokój był niewielki, z monstrualnym łóżkiem zajmującym lwią część powierzchni, i małą łazienką. Usiadła i spojrzała wyczekująco na niego. “Rozbierzesz się?” - zapytał. Bez słowa rozpięła guziki miękkiej zamszowej sukienki. Dwuznaczny uśmiech błądził w kącikach jej ust. “Dotknij mnie” - wskazał ręką nabrzmiałego kutasa. Słysząc to, dziewczyna oprzytomniała, nagle wybudzona z transu.

Była w klatce z dzikim zwierzęciem, dotarło do niej, że powinna się jak najszybciej wynosić, inaczej zostanie pożarta. “Muszę już iść” - chciała, żeby zabrzmiało jak najbardziej naturalnie, choć miała świadomość absurdalności całej tej sytuacji. Oto była w hotelu na godziny, półnaga, z ciemnoskórą bestią twierdząc, że seks nie wchodzi w grę. Nie była zbyt przekonująca. Bestii kończyła się cierpliwość. Rozum i racjonalne myślenie poległo w nierównej walce z pożądaniem i dążeniem do zaspokojenia.  Z tego, co nastąpiło później, pamięta tylko fragmenty. To, jak rzucił się na nią i jak krzyczała. I to, jak jedną ręką zatkał jaj usta, drugą zerwał z niej majtki. Broniącą się przycisnął do materaca. Kopała i gryzła, ale żelazny uścisk nie słabł. Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Obsługa hotelowa, zaniepokojona krzykami dochodzącymi z pokoju przyszła sprawdzić, czy wszystko w porządku. Wykorzystując okazję, chwyciła swoje rzeczy i wybiegła.

Zadzwonił do niej dwa dni później, upewnić się, czy wszystko w porządku i wyznać miłość. Nalegał na spotkanie. Przekonywał i tłumaczył, że tylko z nią wyobraża sobie dalsze życie. Zaprosił na niedzielny obiad do matki.

Ona… zdobyła nowe doświadczenie, nauczyła się czegoś. Strata koronkowych majtek wcale nie była wygórowaną ceną.

 

 

Onanizm psychiczny

Jest późne popołudnie, wyciągnięta na leżaku rozkoszuję się chwilą spokoju. Zieleń. Zielony zakątek otoczony oceanem betonu. Tu gdzie mieszkam, zieleń jest luksusem. Każdy skrawek wolnego terenu jest zagospodarowany, nikt normalny nie marnuje wolnej powierzchni na rabaty z kwiatami, kępki truskawek czy wdzięczące się do słońca pomidory. Dzikie wino oplata ogrodzenie, jeśli zostawię coś w zasięgu żyjących własnym życiem pnączy, zaanektują to natychmiast. Nieraz musiałam walczyć z nimi, by oddały zbyt blisko postawione krzesło. Drzewo figowe ugina się pod ciężarem owoców. Swą obecnością przypomina właścicielowi ziemi, że przyjechał dawno temu ze słonecznej Italii. W pogodni za pieniędzmi łatwo zapomnieć o całej reszcie.

Warto czasem przystanąć i pomyśleć. Zatrzymać się, zastanowić dokąd, po co i za czym. To również luksus. Znacznie prościej jest nie myśleć… biec dalej. Tylko niektórych stać na odwagę, by przyjrzeć się sobie z boku.

Jak przystało na masochistkę, czerpię przyjemność z wiwisekcji własnej psyche. Psychiczny onanizm uwieńczony mentalnym orgazmem.

Teraz znowu będę mogła przez chwilę poudawać normalną.

 

Alive

Zainteresowanych pragnę poinformować, że pomimo ataków hakerskich, trzęsienia ziemi oraz huraganu Irene, mam się świetnie.

Revenge

That's the best revenge of all: happiness. Nothing drives people more crazier than seeing someone have a good fucking life.

Sprzedam używane majtki

Satin & Mesh Crotchless G-String

Sprzedam używane przeze mnie majtki – takich ogłoszeń nie brakuje. Ciężkie czasy zmuszają do zrewidowania i przewartościowania, do odkurzenia szuflady z tym, co zarzekaliśmy się, że nigdy w życiu… Nie, żebym uważała tą formę zasilenia budżetu za coś nagannego. Osobiście nic złego nie widzę w fakcie, że jakiś fetyszysta damskiej bielizny wspomoże finansowo potrzebującą. Nie rozpatruję tego w kategoriach moralnych, bo według mnie, jest to zwykła transakacja. Ktoś sprzedaje pożądany towar, ktoś inny go kupuje. Nic wielkiego.

Porzuciwszy kilka tygodni temu pracę na etacie, rozpoczęłam walkę o przeżycie na własny rachunek. Łatwo nie jest, ale znam starą prawdę, która głosi: seks dźwignią handlu, i wykorzystuję ją w praktyce. Ale majtek nie sprzedam. Nie dlatego, że mam coś przeciwko, tylko  z bardzo prozaicznej przyczyny: jestem przesadna. Podobnie rzecz ma się z włosami i krwią miesięczną.

Wolę firmować swoją osobą zmysłową porcelanę. I dobrze na tym wychodzę.

Fakty i mity

Fantazje to wspaniała rzecz. Bywa, że skłaniają nas do podniesienia jakości życia seksualnego, a gdy mamy dość tego, co tu i teraz, są świetną ucieczką. To właśnie fantazje zaprowadziły mnie tu, gdzie jestem dziś. Orgazmy, ktore przeżywam, kiedy On bawi się moim skrępowanym ciałem, są wynikiem ciekawości, która zrodziła się za sprawą owych marzeń seksualnych.

Czytacie ten tekst, ponieważ przywiodły was tutaj wasze fantazje. One sprawiają, że kuszeni wizjami seksualnego raju chcemy, bodaj w małym procencie, skosztować ich na jawie. Zaczynamy poszukiwać drogowskazów i często otrzymujemy sprzeczne informacje. Można się pogubić…

Mam kilka ulubionych mitów, postanowiłam podzielić się nimi z czytelnikami czterema najpopularniejszymi.

Mit Pierwszy. Sprawił, że poddawałam w wątpliwość czy to, w co się bawię to BDSM – Uległa musi postępować według reguł i stosować się do suczego protokołu. Przeczesywałam internet w poszukiwaniu wskazówek i co i raz natrafiałam na opisy rytuałów i formułek. Nie mogłam wyobrazić sobie siebie mówiącej pewne rzeczy, parsknęłabym smiechem. Nie czułam tego, bo to nie było moje zachowanie. Ale znajdowałam też podobieństwa. Chyba szukałam w ten sposób potwierdzenia swojej suczej tożsamości. W głowie miałam mętlik. Dopiero z upływem czasu zrozumiałam, że nie istnieje coś takiego, jak jeden zestaw praw, reguł czy kanon zachowań. Jesteśmy różni i dlatego niemożliwe jest stworzenie jedynego, uniwersalnego przepisu na BDSM. To, co podnieca jednych, drugich już niekoniecznie. Ludzie praktykują sadomasochistyczny seks pod różnymi szerokościami geograficznymi, pochodzą z różnych kultur, są częścią różnych społeczności. To, co uznaje za BDSM’owa normę mieszkaniec Wrocławia, może wyglądać zupełnie inaczej w Madrycie, czy Nowym Jorku.

Najbardziej bawi mnie, kiedy słyszę od osób, które bata w ręku nie miały, a naczytały się różnych baśni i legend, że powinno się zachowywać w taki, a nie inny sposób. Inaczej nie jestem prawdziwą suką. Szkoda słów.

Mit Drugi. Uległe nie mają potrzeb. Pomysł, że jedynie potrzeby dominującego są ważne i mają być zaspokojone, jest niedorzeczny. Przypuszczam, że wziął się on z przeświadczenia,  iż skoro w naturze suki leży potrzeba służenia, to będzie ona szczęśliwa i spełniona poprzez zadowolenie swego właściciela. Niestety, jako istoty niedoskonale nie możemy żyć samą miłością, potrzebujemy snu i jedzenia. Pozbawienie nas tego może byc katastrofalne w skutkach.

Mit Trzeci. Dominujący ma być zimny i nieczuły. Tutaj muszę wyznać, że jako uległa masochistka niesamowicie cenie sobie właśnie atencje, z jaką zajmuje się mną Właściciel. Uwielbiam tą swoistą intymność, tą więź, która nigdy nie powstałaby na drodze zimnego traktowania. Działam tak, że musi najpierw zostać nawiązana więź psychiczna, żebym mogła służyć komuś. Nie wyobrażam sobie spotkania z kimś na zimno, pierwszy raz i od razu sesja.

Mit Czwarty i ostatni. Submisywne kobiety nie należą do istot grzeszących inteligencją, dlatego potrzebują mastera, który nimi pokieruje. Ktoś w to wierzy? Niestety tak. Spotkałam się z tezami, że suka ma służyć ciałem, a myślenie wyłączyć, bo nie jest jej do niczego potrzebne. Komentarz pozostawię czytelnikom.

 

 

 

Ekshibicjonizm

Kiedy myślę ekshibicjonista, momentalnie mam przed oczami widok pana rozchylającego prochowiec, pod którym straszy nagość i sterczący kutas. Jedna z wątpliwych atrakcji dużego parku w moim rodzinnym mieście.  Choć parków było w mieście pod dostatkiem, to akurat tamten upodobali sobie panowie, których ulubioną aktywnością było wyskakiwanie zza drzewa i prezentowanie męskości temu, kto miał akurat pecha przechodzić.  Było to nagminne, ale mężczyźni ci, oprócz eksponowania członka przechodniom, byli całkowicie nieszkodliwi. Ot, taki folklor, stały  element krajobrazu.

Pamiętam, jak byłam trochę starsza, zaczęło mnie zastanawiać, czy tylko mężczyźni lubią pokazywać jak ich natura stworzyła. Nurtowało mnie, dlaczego tam nigdy nie ma było kobiet.

Dziś oczywiście znam odpowiedź na to pytanie - niektóre panie również to kreci, tyle że wyrażają się w inny sposób.

Jestem ekshibicjonistką, odkryłam to mając 15 lat. Lubię być podglądana podczas seksu, podnieca mnie świadomość pewnej władzy, jaką mam nad podglądaczem. Przyjemny dreszcz rozchodzi się w podbrzuszy, gdy kątem oka dostrzegam zahipnotyzowaną widownię.

Pierwszy raz był banalny. Sprowokowana przez ówczesnego, niedoszłego jeszcze kochanka, przyjęłam zakład i ściągnęłam bluzkę. Pod spodem nie miałam nic, zaś wokół roztaczały się urocze okoliczności przyrody: jezioro, słońce, lato. Dzień był powszedni, dlatego wątpliwym było spotkanie żywej duszy. Wymarzone warunki dla początkującej ekshibicjonistki. Zamysł był taki, że przejdę topless, z nim tuż obok, piaszczystą drogą w kierunku stacji. Wygrałam, nie pamiętam co było nagrodą, dla mnie był nią szum adrenaliny w uszach i przyjemna miękkość w kolanach. Straciłam dziewictwo.

Następny raz był jak skok na głęboką wodę. Nieplanowany i całkowicie spontaniczny. Za widownię posłużyli wędkarze łowiący po drugiej stronie rzeki. Dzieliło nas może 15 mertow. Kochaliśmy się nadzy w cieniu wierzby płaczącej. Jej długie, opadające gałęzie lekko nas przysłaniały. Nie na tyle, aby ktokolwiek miał wątpliwości, co robimy. Do moich uszu dotarło zadowolenie widzów z oglądanego spektaklu.

W lesie, w nocy na ławce przy uczęszczanym deptaku, na parkingu, czasem tuż obok niczego nieświadomych przechodniów. Chodzi o ten strach pomieszany z podnieceniem. Jedyny w swoim rodzaju dreszcz. Nic innego nie jest w stanie go dostarczyć. Seks przed widownią… tego uczucia nie da się opisać. Pisanie o tym to także forma ekshibicjonizmu. Dla tych, którzy pytają co mi to daje: niesamowitą satysfakcję.

 

Wolna jak ptak

Rozgrzane powietrze nadal parzy skórę, za nic mając sobie, że jest juz po poludniu. Nowojorskie lato jak co roku, nie odpuszcza. Lubię taką pogodę. Słońce ma pozytywny wpływ na mnie. Wyciągnięta na leżaku, z telefonem przy uchu wysłuchuję żali mego dziecka na deszczową pogodę w Polsce. Jest mi dobrze tu gdzie jestem.

“A własnie, mamo babcia mówiła, że czytała o tobie w internecie” - zakomunikowała Latorośl, ja natomiast zakrztusiłam się z wrażenia mrożoną kawą.

Rzeczona babcia, to moja była teściowa, na którą złego słowa nie mogę powiedzieć. Nie dlatego, że to przeczyta. Dlatego, że taka własnie jest prawda. Co nie zmienia faktu, że na to, co usłyszałam od córki, nie byłam przygotowana. Życie. Cóż poradzę na to, że kilka osób przeżyje lekki szok i będzie kiwało z niedowierzaniem głową. Zrobiłam to i jestem z siebie dumna. Przestało mnie dotykac  co inni myślą. Uwolniłam się. Nazywajac rzecz po imieniu – po prostu to pierdolę. Piszę ze świadomością, że coraz więcej osób, które tutaj zaglądają, zna mnie osobiście. Wiem, że niektóre słowa potrafią wrócić jak rykoszet, w najmniej spodziewanym momencie. Czasem bywa zabawnie. Poczułam, że słowa nabierają ciężaru, gdy firmujesz je własną twarzą.

Nie poznaję siebie. Spoglądając 10 lat wstecz widzę zupełnie inna osobę. Dziewczynę, która ma przed sobą długą drogę do przejścia. Kobietę, która wielokrotnie będzie poddawała w wątpliwość dokonane wybory. Bedą potknięcia i chwile zwątpienia.

Wygrałam. Wygrałam grę gdzie stawką była prawda.

Jestem wolna jak ptak. Nic mnie nie ogranicza. Z ciekawością spoglądam w przyszłość. Jedno jest pewne, idzie nowe.