Masochistka w sosie własnym

Najtrudniej jest zacząć. Siadam i straszy biel monitora. Wpatruję się w pulsujacy kursor jakby był moim suflerem. Zdawało się, że zdania same  zaczną płynąć, jedno za drugim.  To jeszcze nie ten moment, on nadejdzie później. Pojawi się z nienacka, jak to ma w zwyczaju, i męka stanie się przyjemnością. Dokładnie tak, jak w życiu.

Czego ci brak? - zapytał mnie ktoś ostatnio, spodziewając się zapewne, że zacznę narzekać. Poddałam błyskawicznej analizie swą skromną osobę oraz okoliczności przyrody, w jakich przyszło wieść żywot… i zaskoczna odpowiedziałam, że mam wszystko, jestem szczęśliwa. Niebywałe, wiem.

Przez lata nie chciałam/nie potrafiłam zaakceptować faktu, że szczęście to stan umyslu. Szukałam go wszędzie, tylko nie w sobie.

Jestem wolna. Juz nie uciekam. Nie pragnę konfrontacji, ale postawiona w sytuacji bez wyjscia…

W słuchawce odezwała się Przeszłość. Po latach, zadzwoniła jak gdyby nigdy nic. Przetrawiłam, przemyślałam, ochłonęłam, zapomniałam, ale za nic w świecie nie chcę tam wracać. Nie mam przyjemności zaprzyjaźniać sie z byłym oprawcą. Lubię cierpieć, wszak głośno proklamuję swe masochistyczne ciągoty, ale… Przeszłość nie zna safe word. Kontakt z nią grozi poważnymi obrażeniami. Osoby z tego rodzaju patologicznym zaburzeniem osobowości są bardzo niebezpieczne. To doskonali manipulatorzy, potrafią cudzymi rekami robić innym straszne rzeczy.

Odłożyłam sluchwke, prosząc by nie dzwoniła do mnie więcej.

Noszę w sobie jedno jedyne pragnienie, związane z Przeszłością. Chciałabym, patrząc jej w oczy, opowiedzieć o swoich upodobaniach seksualnych. O tym, że lubię być bita, bo to wyraz troski i miłości, a ta bez zadawania bólu nie istnieje. Zobaczyć wyraz jej twarzy… Chore? A czy kiedykolwiek twierdziłam, żem zdrowa? Jestem tylko produktem ubocznym najważniejszej komórki społecznej, jaką jest rodzina. Zgniłym jabłkiem, które stanęło okoniem. I nie żałuję.

Normalność? Nie oczekujcie jej ode mnie. Oprócz złości, niewiele czuję. Złość daje mi energię potrzebną, by codziennie rano wstać z łóżka, wyjść z domu i zmieniać rzeczywistość. Te jej elementy, z którymi sie nie godzę. Taki napęd. Podobnie jak ambicja.

Nie ufam ludziom, przekonałam się, że zawodzą. Nawet ci najważniejsi. Jedyna stała niezmienna to Właściciel… choć i tu nigdy nie zaufam w stu procentach. Ale On jest, trwa niezmiennie, troszczy się o mnie i moje potrzeby. Jedyny mężczyzna, któremu mogę bez ceregieli przełożyć się przez kolano, a on nie zadaje zbędnych pytań. A kiedy pierwsze, co pada z moich ust po przebudzeniu, to “znalazłam   zdjęcie świetnego wiązania, obie dziurki wyeksponowane, nie mam szans ucieczki czy uniku”  - nie patrzy na mnie, jak na nawiedzoną wariatkę.

Łączy nas seks. Nie wspólne dzieci, kredyty czy inne zobowiazania, a seks. Mistyczna cielesność, która pozwala wejść na wyższy poziom odczuwania. Dla niej jesteśmy gotowi poświęcić wiele. Pod względem seksualnego dopasowania jesteśmy kompatybilni do tego stopnia, że właściwie niewiele więcej się liczy. Reszta to didaskalia…

 

Polak potrafi, czyli Grzeszna Wystawa Sin Sessions

 

Pełna podziwu chylę czoła przed twórcami projektu…

 

SinSessions - Grzeszna wystawa

 

 

 

 

 

Nimfomania moja

Taka grzeczna, wierna su… – wzdycham w samozachwycie

Jak sobie przypomni! – ucina natychmiast Pan i Władca

Nie jestem święta, nie leży to w mojej naturze. Zdaję sobie sprawę, że to musi być pyszny widok, kiedy tak ze spuszczonym wzrokiem, wiercę się, nie mogąc nagle znaleźć miejsca.

Jasne reguły gry, stawianie sprecyzowanych wymagań i kontrola – to Właściciel parafrazując Zaklinacza Psów, wymownie spogląda w moim kierunku.

Fukam i prycham ze złości, lecz nic nie mowie, bo i co mam powiedzieć? On uwielbia dręczyć mnie psychicznie, układając w ten oto sposób sukę zgodnie ze swoim o niej wyobrażeniem. Dzięki temu sprawuje żelazną kontrole nad moimi nimfomaniaczymi ciągotami. Ktoś musi.

Panta Rei

Wszystko płynie, zmienia się, rzeczywistość jest w nieustającym ruchu. Zmienia się Właściciel, zmieniam się ja, ewoluujemy. Kiedyś kurczowo trzymałam się tego, co poznane i znajome, pragnąc na zawsze zatrzymać chwilę szczęścia. Skoro jest cudownie, to dlaczego nie ma tak być już zawsze, prawda? Nic bardziej błędnego. Można wyrządzić nienaprawialną krzywdę związkowi, uparcie trzymając się utartych, sprawdzonych szlaków. Trzeba szukać nowych dróg, wkraczać na dziewicze terytoria. I nie chcę tu słyszeć bzdur, że po kilku latach nic nowego między dwojgiem bliskich sobie osób (zakładając oczywiście, że nadal są sobie bliscy;) odkryć się nie da. Uwierzcie, że się da, wystarczy naprawdę chcieć.

Wiele razy zadawano mi pytanie, jakim cudem Właściciel i ja jesteśmy nadal razem. Za kilka dwa miesiące będzie 12 rocznica, nie ma w tym żadnych cudów, jest za to ogrom dobrej woli, chęć zrozumienia i mnóstwo pracy (boże, toż to brzmi jak orka w polu!). Wiadomo, każde z nas jest człowiekiem, mamy lepsze i gorsze dni. Taki mega długi związek, gdzie żadną ze stron nie łączy urzędowy/papierowy/prawny przymus, stanowi nie lada wyzwanie. Uwielbiam wyzwania, dla nich żyję. Spokój bywa miły na chwilę, na dłuższą metę powszednieje i zamienia się w nudę, a ta jest jak śmierć kliniczna. Gdzie pożądanie, ogień, namiętność, głód poznania?! Brrrr. Nie ma po tym śladu.

Wszystko płynie, zmienia się, przeobraża… Z pogubionego dzieciaka, którym byłam, wyrosła świadoma siebie kobieta. W międzyczasie dorosła przy nas Latorośl, chwilami trudno mi uwierzyć, że jestem matką 15 latki. Kiedy ten czas minął?!

Panta rei… dlatego zawsze, kiedy czuję, że w moim życiu/związku/otoczeniu jest idealnie (tak jak teraz), radość przyćmiewa świadomość, że się to skończy. Ale też, gdy jest strasznie nie rozpaczam, bo wiem, że to stan przejściowy. Nic nie jest nam dane na zawsze.

Wszystko płynie… problemy pod tytułem “co zrobić z Latoroślą na weekend” zastąpił przymusowy klimatyczny celibat i myślenie, gdzie wysłać 15tke bodaj na kilka dni. Cholernie ciężko się uskutecznia BDSM z nastolatką pod jednym dachem. Zdrowy rozsadek podpowiada, że znacznie lepszym wyjściem dla wszystkich byłaby pusta chata, a to na chwile obecną nieosiągalne.

Panta rei… przepadło gdzieś ciśnienie, które miałam, by nauczać, oświecać, edukować. Szkoda mi czasu i energii na walkę z wiatrakami, ileż można burzyć stereotypy i wkładać kij w mrowisko. Przestało mi zależeć na innych, bo zrozumiałam, że większość to idioci, więc nie warto. Co do trafności mej oceny, to utwierdzają mnie w tym co rusz nowe mejle… Jak czytam list od panny w 3 miesiącu ciąży, która wpadła na pomysł by problem rozwiązać przy pomocy ziół, to opada mi wszystko, nie tylko ręce. Niech sobie zdychają z rozkładającym się płodem beze mnie. Dlatego ogłaszam wszem i wobec, że nie udzielam porad z zakresu ziół aborcyjnych w przypadku gdy płód ma więcej niż 8 tyg.

Wszystko płynie… muszę przyznać, że nawet na rodaków się uodporniłam, nie drażnią mnie aż tak swoją polskością rodem z lat 80, prezentami dla księdza i tekstami z gatunku: ” ty to musiałaś wcześnie zacząć, skoro masz już taką dużą córkę”. Polskie matki… smutne, szare, umęczone. Silą się na ambitne dyskusje o wyższości żydówek z King’s Hgwy nad tymi z Boro Park, bo te pierwsze nie każą szorować podłóg na kolanach. Patrzą na mnie jak na odmieńca, z normalną pracą, żyjącego od laaaat bez ślubu, na dodatek nie robię tajemnicy, że nieszczególnie kręci mnie posiadanie potomstwa, bo wolę się wysypiać. No i najgorsza ze zbrodni jaką można popełnić – nie posłałam córki do bierzmowania, właśnie ze względu na owy prezent dla księdza. Przecież on jest od tego jak dupa od srania, gdzie tu powołanie i obowiązek! Owieczki ma pasać, nie strzyc!

Słyszę od znajomych, że tego w już Polsce nie ma, że się wiele pozmieniało i znormalnieliśmy w ojczyźnie. Wygląda więc, że mamy w Wielkim Jabłku rezerwat gatunku poważnie zagrożonego wymarciem: post komunista kato polak konserwatysta.

Kocham ich wszystkich, jak przystało na istotę pełną współczucia i empatii.

Zabawka

Trzeba odwagi, żeby odkrywać prawdę o sobie. Jeszcze większej, żeby ją wytrzymać…

 

Co jest dobrem a co złem? Przecież wszystko jest umowne. Twoje dobro wcale nie musi być moim. Normy społeczne i moralne? Mam w sobie diabła, a co za tym idzie, niesamowicie kręci mnie ich przekraczanie. Najbardziej lubię nieczystość i lenistwo, choć nieumiarkowanie w stosunku do trunków czy używek (no dobra, niech będzie, środków zmieniających świadomość) też ma swój nieodparty urok. Zabawa jest przepyszna.

Przestronny loft przerobiony na współczesny harem. Miękkie kanapy, dużo przestrzeni, 30 mężczyzn i 8 kobiet. Wybierający głównie biali, jeden młody Hindus, trzech czarnych. Wybierane - każda o innym typie urody, zgodnie z zamówieniem. Młodziutka Japonka ciągle powtarza, jak bardzo lubi american boys. Meksykanka z rewolwerami wytatuowanymi na piersiach, burbonem próbuje upić swą nerwowość. Jest Hair Goddess, 180 cm wzrostu i bajeczna kaskada włosów opadających aż za krągłe pośladki, oraz Latynoska z fenomenalnym poczuciem rytmu i boskim ciałem, którym skutecznie hipnotyzuje mężczyzn. Gorsety, pończochy, szpilki, dominuje czerń i czerwień. Stojąca za barem Burdel Mama – cudownie ciepła i opiekuńcza, chojnie polewa akohol. W powietrzu unosi się zapach seksu i marihuany…

Fetysze… Fantazje… Zdradź mi swoje, zaproś, pokaż, wpuść do środka. Móc podglądnąć jak realizują je inni… bezcenne.

Rudowłosa dziewczyna, bez cienia litości depcze po ciele leżącego na podłodze, starszego mężczyzny. Uznając tramping za niewystarczającą torturę,  zaczyna okładać  leżącego batem. Na jej twarzy maluje się sadystyczne zadowolenie. Twarz mężczyzny promienieje szczęściem, proporcjonalnie do odczuwanego cierpienia.

Kilka metrów dalej, w głębi loftu, gdzie namiastkę prywatnosci dają półprzezroczyste zasłony, inna para – ona przełożona przez jego kolana, z opuszczonymi majtkami, on udaje srogiego ojca wymierzającego karę.

Nieopodal swe pragnienia realizuje Piękna i  czarnoskóra Bestia. Ona na kanapie, u jej stóp, na podłodze zastygły w oczekiwaniu potężny Murzyn. Dziewczyna ma na sobie bardzo krótką czerwoną sukienkę, reszte stroju stanowią pończochy i lakierowane szpilki. Olbrzym z namaszczeniem, jakby w rękach trzymał miśnieńską porcelanę, ściąga jej buty i zaczyna pieścić stopy. Podczas tego wstepu jego kutas powoli się podnosi. Niespiesznie, leniwie, delektuje się trwającą chwilą. W końcu stopy dziewczyny docierają do miejsca przeznaczenia. Delikatnie i powoli przesuwają się, od góry do dołu… Obejmują, zaciskają na nabrzmiałym członku… Aż do końca, do chwili kiedy cieple nasienie splami mlecznymi kroplami czarne pończochy.  

 

Rano każda z tych kobiet pójdzie do pracy, szkoły, wróci do swojego życia. Jak Kopciuszek - ściągną perukę, zmyją makijaż, na powrót będą matkami, zonami, córkami. Nikomu nawet na myśl nie przyjdzie, że one mogłyby coś takiego…

Każdy ma jakąś tajemnicę.

 

Polki kretynki

Wkurzają mnie idiotki. Szczególnie głupota i bezmyślność rodaczek mnie drażni. Dawniej było mi ich szkoda, wszak padły ofiarami najbardziej restrykcyjnego prawa aborcyjnego w EU, a to samo w sobie stanowi doskonale podłoże do wszelkiej maści aktów desperacji. Dlatego, z dobroci serca i altruizmu napisałam, czas jakiś temu, kilka postów o aborcji przy użyciu ziół. Zawsze powtarzałam, że kobieta powinna mieć prawo wyboru, a decydowanie o własnym ciele, zdrowiu i życiu jest tego filarem. Dlatego dzieliłam się posiadaną wiedzą.

Ostatnio zaczęłam dochodzić do wniosku, szalenie smutnego zresztą, że może faktycznie lepiej by decydowano za Polki kretynki, które mądrością nie grzeszą. No bo jak nazwać to, gdy panna zgłasza się z prośbą o pomoc, w 12 tygodniu ciąży i jej jedynym zmartwieniem jest, czy lekarz wykryje w organizmie obecność dong quai, które ma zamiar użyć do wywołania poronienia. Wyć mi się chce gdy coś takiego czytam. One traktują zioła poronne jak herbatkę z rumianku. Myślą, że wezmą, pójdą później do pracy i przeżyją dzień jak zwykle. Nie biorą zupełnie pod uwagę tego, że mogą się wykrwawić na śmierć, i lepiej by miały pod ręką dużo środków opatrunkowych, czekoladę, oraz muszlę klozetową w zasięgu ręki. To, że coś jest naturalne, nie znaczy wcale, żel nie jest szkodliwe i nie daje efektów ubocznych.

Dziewczyny, myślcie - to nie boli!

Koszmar

Nie pamiętam jak znalazłam się z nim w sypialni. Mojej sypialni. Właściciela i mojej, jeśli chodzi o ścisłość. To nie miało prawa się wydarzyć. Nigdy, pod żadnym pozorem. Tak sobie obiecałam. W sumie, o ile dobrze pamiętam, oboje obiecaliśmy. Tyle, że jemu wyraźnie to nie przeszkadzalo w intensywnym rżnięciu palcami mojej cipki. Jeden z niewielu mężczyzn, ktorzy naprawdę słuchają co się do nich mówi - pomyślałam. Wyznałam mu kiedyś półżartem: bez penetracji nie ma zdrady - myśl taka przemknęła, lecz zniknęła równie szybko jak się pojawiła. Było stanowczo zbyt mokro i zbyt przyjemnie, by zaprzątać sobie głowę czymkowiek. Masował nabrzmiałą łechtaczkę jak żaden wcześniej, drugą ręką ściskał mocno piersi. Sytuacja stawała się coraz bardziej zaawansowana… na tyle, by zagłuszyć jakiekolwiek popiskiwanie zdrowego rozsądku. Nie wiem czy to za sprawą strachu, zwinnych palców (nie)znajomego, czy tez nagłego i niespodziewanego pojawienia się  Właściciela w drzwiach sypialni, orgazm rozlał się po ciele. Obudził mnie własny krzyk… Jeszcze długo po przebudzeniu powtarzałam w duchu “dobrze, że to był tylko sen”…

 

Morał? (Nie) spełnione fantazje potrafią stać się całkiem realnym koszmarem…

Material girl

Nie wiem co za kretyn wymyślił, że pieniądze szczęścia nie dają. Przez długi czas, z uporem godnym lepszej sprawy, próbowałam w ten banał uwierzyć. Powtarzałam sama sobie, że przecież szczęście to stan umysłu… Tyle, że umysł zupełnie nie przyjmował tego do (ś)wiadomości.

Za pieniądze kupuję spokój, a ten jest nieodzownym składnikiem szczęścia, mojego. Kasa bywa też całkiem niezłym afrodyzjakiem…

Powrót do rzeczywistości

Im częściej piszę, tym mniejszą odczuwam presję, no i tym łatwiej mi to przychodzi. Oczywiście, mam pełną świadomość, że nie wszystko co spłodzę zasługuje na literackiego Nobla. Ale pisać muszę, taka wewnętrzna potrzeba. Ćwiczenie czyni mistrza, więc ćwiczę, stąd mnie tutaj po dziś dzień czytacie. Jednych krew zalewa kiedy zaglądają i widzą, że ja dalej swoje. Drugim robi się cieplej w kroczu koło serca, bo znajdują jakiś wspólny mianownik w wytworach mojego nawiedzonego umysłu. I jednych, i drugich kocham.

Pogoda wreszcie pomału zaczyna przypominać zimową. No powiedzcie sami, ile może trwać lato? Ileż można chodzić z gołymi nogami? Otwierać okna w domu, bo za gorąco? Stęskniłam sie za zimą.  Marzy mi się kilka stopni poniżej zera i świat przypruszony białym puchem. Ach… nawet nie jesteście sobie w stanie wyobrazić, o ile ladniej wtedy prezentuje się ten nowojorski syf. Zanosi się, że moje marzenie się spełni, już dziś wieczorem.

Jutro powrót do rzeczywistości. Teleportacja z krainy seksu, lenistwa, jedzenia i intensywnych kontaktów towarzyskich, wprost w biurową rzeczywistość. Niestety, jestem przypadkiem beznadziejnym, lubię swoja pracę.

Żeby nie było całkiem jak w raju, comiesięczna dolegliwość wprawia w spazmy me podbrzusze. Nie rozumiem, jak kiedykolwiek mogłam myśleć o wkładaniu twardego kutasa w jątrzącą się ranę między nogami. W tej chwili jest to dla mnie niepojęte. Co innego anal podczas miesiączki, mniam, mniam. Jak to się człowiekowi zmienia z upływem lat…

No regrets

Nie mam żadnych postanowień na Nowy Rok. Nie chcę nic zmieniać, niczego nie żałuję. Poczucie winy u mnie nie istnieje, a może to właśnie nazywa się sumienie…? Ja nazywam to podejściem ze zrozumieniem, wybaczam sobie potknięcia. Wszystko co się wydarzyło, niezależnie czy było doświadczeniem pozytywnym, czy negatywnym, czegoś mnie nauczyło. Na szczęście, zawsze spadam na cztery łapy.

Jest mi dobrze. Jedyne czego sobie życzę, to aby tak pozostało. Amen.

Przestałam szukać szczęścia. Samo się znalazło.

 

 

Grunt to świadomość

Tych, którym nie odpisałam na mejle, proszę o wybaczenie, naprawdę cholernie zarobiona jestem. A tym, którzy pytają co w moim mieście słychać muszę wyznać, że pojęcia nie mam. Nie wiem co się dzieje, gdzie się chodzi i co ogląda. Jestem wyłączona, zamknięta we własnym świecie. Na to co poza nim, nie starcza mi czasu ani energii.

A skoro o nieodpisanych listach mowa, to jeden szczególnie nie mógł wyjść z mojej głowy. Jak to jest, że u niektorych osób uświadomienie sobie podłoża, na którym powstały ich sadomasochistyczne upodobania sprawia, że nagle tracą całą radość z owych praktyk? Dlaczego u jednych wyłącza to przyjemność z wycieczek w mroczne zakamarki świadomości, a u innych wręcz przeciwnie – potrafią oni finezyjnie “zagrać” na emocjach wykorzystując wspomnianą wcześniej wiedzę?

Świadomość tego, jak wczesne lata mojego życia wpłynęły na pojawienie się konkretnych upodobań, w najmniejszym stopniu nie utrudnia mi czerpania przyjemności z BDSM. Wręcz przeciwnie. Umiem się tym posłużyć, aby zmaksymalizować satysfakcję moją i partnera.

Czasem pytam samą siebie, czy nie chciałbym byc zwykła, pookładana i normalna. Mieć rodzinę jak z obrazka, męża, dwójkę dzieci i dom na kredyt. W reklamach zawsze wszyscy wygladają na takich szczęśliwych…

Tak naprawdę dobrze wiem, że powyższa wersja szczęścia nie zgodziłaby się z moją naturą. Znam kilka osób, które wbrew sobie udają, że wanilia i rodzinna sielanka są tym, czego chcą w życiu. Zaspokajają zew natury na boku, za plecami żony czy męża. Niektórzy trzymają się ryzach, tkwiąc w małżeństwie/związku o temperaturze zimnego rosołu.  Dla dobra dzieci, pieniędzy, wspólnego dorobku, dlatego że szkoda wspólnie zmarnowanych spędzonych lat.

Jestem szczera wobec siebie. Mam świadomość, że niektóre układy i sytuacje życiowe nie są dla mnie. Próby postępowania wbrew temu, kończyły się okłamywaniem i siebie, i partnera. Na dłuższą metę nie potrafię wyłączyć tego co w mojej suczej duszy gra, dlatego jestem z kimś, kto podobnie jak ja, nie chce domu na kredyt, dzieci i rodziny. Co nas łączy? Coś bardzo pierwotnego… Seks potrafi być bardzo skutecznym spoiwem.

Wyśniony

Podświadomość zaczyna mi płatać figle. Wypadkowa przepracowania i bycia na głodzie. Sen intensywny, realny, wręcz przerażający. Zakończony pierwszym w życiu wyśnionym orgazmem. Nieporównywalne z niczym innym. Poproszę częściej…

Che bella vita

Co z tobą? Nigdzie cię nie ma…

Doszły mnie słuchy, że stęskniliście się za mną. To mile.

Czasem rzeczywistość staje się tak intensywna, że musisz się w niej zanurzyć, chcesz to poczuć każdą komórką. Stan niezmiernie wyczerpujący. Zdecydowanie wolę go przeżywać, niż o nim pisać.

Burze i trzęsienia ziemi już przeszły. Nowy Jork po raz kolejny udowodnił, że jest miastem nieograniczonych możliwości. Pod warunkiem, że potrafisz grać według jego reguł. Momentami przypomina to rosyjską ruletkę. Wszystko jest w zasięgu reki, ważne by wiedzieć, po co lepiej nie sięgać.

Jest mi dobrze. Dużo pracuję i ostro się bawię. Seks? Ten którego bywam świadkiem jest inspirujący, czasem podnieca mnie to co podglądam, a raczej czego jestem mimowolnym widzem. Zdarzają się również sytuacje komiczne, oraz postacie niemal nie z tego świata. Fetish fantasy… dwa rzay w miesiącu prywatny loft przy 36 ulicy i 5tej alei na Manhattanie zapełnia się tymi, którzy chcą zrealizować swoje fantazje, oraz modelkami, które z ochotą im w tym pomogą.  No sex, no nudity - żeby było w zgodzie z prawem stanu Nowy Jork. Amerykanie w dość specyficzny sposób definiują to, co seksem jest, i to co nie jest. A jak powszechnie wiadomo, co stan to obyczaj. Nawiązując do nagości… wiadomo nie od dziś, że naga kobieta jest mniej seksualnie atrakcyjna, od tej nie do końca rozebranej.

Więc bawimy się… Prezesi firm, adwokaci , lekarze, studenci z dobrych (czytać: bogatych) domów, czasem trafi się kilku ortodoksyjnych żydów. Podzwaniają łańcuchy, słychać świst bata, w powietrzu unosi się aromat zakazanych substancji… Che bella vita!

Dziwy, cuda i fetysze

Fetysz… niejedno ma imię. Pończochy, szpilki, latex, ale też ciężarne bądź karmiące kobiety (milf). Bondage w ciąży? Kwestia upodobań, a te bywają różne. Pierwsza seksualnie atrakcyjna “ciężarówka” jaka ukazała sie mym oczom, to  Demi Moore na okładce Vanity Fair. Byłam zauroczona. Wiedziałam, że jeśli kiedykolwiek będę w ciąży, to muszę, po prostu muszę mieć takie zdjęcie. Słowa dotrzymałam. Do dziś spoglądam na te fotografie  z sentymentem.

Jestem otwarta na nowe doznania, wychodzę z założenia, że nic co ludzkie nie jest mi obce, dlatego staram się nie zamykać we własnym światku. Spotkania z osobnikami o podobnych zainteresowaniach rozwijają i pozwalają spojrzeć na wiele spraw z innej perspektywy.

Ostatnimi czasy, z ciekawości jak to zwykle ze mną bywa, postanowiłam liznąć, bodaj z wierzchu to, co powoduje u znajomych perwertów przyspieszoną akcję serca i napływ krwi do podbrzusza. Dowiedziałam się czegoś nowego o przedstawicielach gatunku homo sapiens, że nie wspomnę jak wiele dowiedziałam się o sobie. Przy okazji wycieczki do krainy wyuzdanych fantazji, świetnie się bawiłam.

 

Urocza modelka na zdjęciu powyżej to Madison Young, szalona, feminizująca aktorka porno specjalizująca się w projektach BDSM. Ze swojego masochizmu i uległości uczyniła sposób na życie. Miałam przyjemność oglądać Madison na żywo.

Dobrze widzicie. Panna Young postanowiła udowodnić na swoim przykładzie, że ciężarne są sexy, a bondage w ciąży ma inny wymiar. Pomysł ciekawy, acz ryzykowny.

http://www.salon.com/life/feature/2011/08/16/madison_young

Wszelkie ciążowe aktywności Madison zostały przyjęte z zachwytem przez BDSM’owa społeczność… aż do ostatniego aktu, który był bardziej (w moim prywatnym odczuciu) ryzykowny, niż wszystko co robiła wcześniej. Swym występem podzieliła zwykle jednomyślną społeczność perwertów, a burza trwała dobre kilka dni. Otóż podczas jednego ze swych projektów artystycznych, mającego na celu zwrócenie uwagi na problem raka piersi, w ramach performancea’u zaczęła na scenie karmić piersią urodzona kilka tygodni wcześniej córkę.

Ów akt uznała za coś najnaturalniejszego pod słońcem, podsumowując występ wyjaśniła, że chciała pokazać, że karmiące kobiety, podobnie jak ciężarne, mogą być sexy.

Dla mnie pomysł wciągania dzieci we własną aktywność seksualną, żeby nie wiem w jak zbożnym celu, jest co najmniej kontrowersyjny.

Co jeszcze odkryłam pośród rabat fetyszowego ogrodu? Dziwy, cuda i wszelkie inne różności. Tickle fetish, girl’s wrestling (musze koniecznie spróbować), gorsety (jako narzedziej tortur)  i wiele wiele innych.

Ponadto okazało się, że kto nie szuka, ten znajdzie ;) Mowa o biseksualnej partnerce do zabaw. O tym następnym razem, podczas relacji z wizyty na nowo odkrytym placu zabaw, o wdzięcznej nazwie Fetish Fantasy Party.

Oto moja nowa fascynacja:

Destrukcja mam na drugie

Głupia suka ze mnie, oj głupia. Chyba nigdy się nie nauczę. Wielokrotnie odczułam na własnej skórze, że bliskie kontakty z innymi homo sapiens grożą uszczerbkiem na zdrowiu – w najlepszym wypadku, bądź trwałym kalectwem – gdy szczęścia ciut mniej. Mimo to uparcie powtarzam błędy.

Przyjaciele? To tacy ludzie, którzy wiedzą lepiej niż inni gdzie uderzyć, żeby zabolało najbardziej. Niby bezinteresownie zainteresowani, tak naprawdę chodzi im o doładowanie własnego ego.  Dlatego z zasady się nie angażuję i trzymam dystans. Z zasady… Sa jednak wyjątki, czasem komuś uda się przedrzeć przez gęste zasieki z wątpliwości i braku zaufania. Podejdzie blisko, do miejsca gdzie nie sięga obronny pancerz. To da mu możliwość zadania szybkiego ciecia, w chwili kiedy zupełnie na to nie jestem przygotowana. A później będzie stał z boku, przyglądając się jak krwawię.

Niektórzy twierdza, że masochistki są jak ćmy. Dążą do samozagłady. Chcą cierpieć i to cierpienie podświadomie same na siebie ściągają. Torpedują własne życie, podstawiają sobie nogę. Interesująca teoria. Próbuję odnaleźć jakieś wspólne parametry z ową tezą i własnym życiem.

Ostatnio jestem jak dziewczynka na huśtawce. Wzlatuję wysoko wypełniona euforią chwilowego sukcesu, by po chwili spaść, tłukąc boleśnie dupę. Jest ciekawie, to nie ulega wątpliwości. Momentami świetnie się bawię. Nie żałuję, że zrezygnowałam z pracy na etacie. Zabijała mnie, dzień po dniu, kawałek po kawałku. Teraz za to walczę o przeżycie. Nic nie planuję, bo jest to niemożliwe. Nie wiem gdzie będę za tydzień. W pewnym sesie wszystko nagle stało się prostsze.

BDSM it’s not what you think

BDSM dla “normalnej” części społeczeństwa jest w najlepszym wypadku ekscentrycznym zboczeniem. Zdecydowanie częściej bywa postrzegane jako coś dziwnego, szkodliwego wręcz. Ludzie boją się tego, co nieznane. Aktywność, której nie rozumieją wywołuje w nich niepokój. Szczególnie, gdy to coś otoczone jest grubą warstwą stereotypów i mitów.

A gdyby tak… edukować?

Ostatnio natknęłam się na film edukacyjny “BDSM its not what you think” i zaczęłam zastanawiać, czy i jak dałoby się coś takiego zrealizować na polski rynek. Takie taktowne i poparte merytoryką rozwianie mitów. Czy jest taka potrzeba? A może lepiej/bezpieczniej tematu nie ruszać, niech wanilia postrzega nas jako bandę zboczeńców?

http://www.bdsmdocumentary.com/

 

 

Sinusoida

Po czym poznać, że się skończyło? Czy cisza i chłodna uprzejmość to dostateczne objawy, by postawić diagnozę? Jak stwierdzić, czy rozkład jest nieodwracalny? Reanimowac czy pozwolić umrzeć?

Przyglądam się z boku, jakby to mnie nie dotyczyło. Stan zawieszenia, próżnia. Nie dociera do mnie? Możliwe.

Jestem spokojna. Czekam.

Bad bad girl

Zrobiliście kiedyś coś tylko po to, by sprawdzić co się stanie? Taki eksperyment na żywym organizmie, gdzie zakończenie jest niespodzianką, niekoniecznie przyjemną. To jak zabawa w boga albo wywoływanie demona. Ekscytuje i stawia na baczność włosy na karku. Strach i adrenalina, naiwna próba okiełznania zwierzęcych instynktów. Wejście do klatki z drapieżnikiem, z wiarą w to, że instynkt podpowie jak się zachować. Igranie z ogniem uzależnia. Jeśli raz się powiedzie, pojawia się ochota na następny, a później kolejny. Mężczyźni tracą głowę tylko dla tych cip, których mieć nie mogą…

 

Połączyła ich praca, wpadli na siebie na zasadzie przyciągających się przeciwieństw. On, potomek niewolników, o skórze w odcieniu gorzkiej czekolady. Ona, bladolice dziewczę w wieku jego córki. Kręcił się przy niej kilka tygodni, aż wreszcie któregoś dnia zdobył na odwagę i zapytał, czy pójdzie z nim na drinka. Zgodziła się, zaznaczając wyraźnie, żeby nie robił sobie żadnych nadziei. “Nie pójdę z tobą do łóżka” - powiedziała z uśmiechem.

Koniecznie chciał jej zaimponować, pokazać, że ma klasę. Najpierw tatar z tuńczyka w japońskiej restauracji, później tequila, sól i cytryna w kubańskiej knajpie. Kiedy stężenie alkoholu we krwi osiągnęło poziom, przy którym zaczynają puszczać hamulce, a na jej miękkich wargach poczuł smak soli, potężna erekcja stała się faktem. Miażdżąc jej wargi swymi mięsistymi ustami, kątem oka obserwował reakcje ludzi. Nawet w sercu Manhattanu taka para nie była czymś zwyczajnym. Samcza duma pompowała krew do nabrzmiałego kutasa, podczas gdy ręka wnuka niewolników błądziła pod sukienką dziewczyny, badając milimetr po milimetrze gładką skórę ud.

Kiedy uznał ilość wypitego alkoholu za odpowiednią, by unieważnić wcześniejsze ”nie pójdę z tobą do łóżka”, rzucił tajemniczo “zabiorę cię w pewne miejsce”. Prowadził ją pewnie przez zaułki Chelsea - królestwo snobów z agencji reklamowych, nie przestając mówić ani na chwilę. Jakby myślał, że jeśli ją  zagada, ona zapomni, co sobie obiecała. Był pewien, że blefowała, tylko tak się z nim drażniła. “I’m not going to have sex with you” - przecież nie mówiła tego poważnie.

Weszli do ciemnego holu jakiegoś budynku. Dopiero przy kontuarze recepcji dotarło do niej, że to hotel na godziny. Taki, do którego przychodzi się z kochankiem, albo na szybki seks z prostytutką. Podobało jej się to, jak większość nowych doświadczeń zdobywanych w kosmopolitycznym molochu zwanym Wielkim Jabłkiem.

Pokój był niewielki, z monstrualnym łóżkiem zajmującym lwią część powierzchni, i małą łazienką. Usiadła i spojrzała wyczekująco na niego. “Rozbierzesz się?” - zapytał. Bez słowa rozpięła guziki miękkiej zamszowej sukienki. Dwuznaczny uśmiech błądził w kącikach jej ust. “Dotknij mnie” - wskazał ręką nabrzmiałego kutasa. Słysząc to, dziewczyna oprzytomniała, nagle wybudzona z transu.

Była w klatce z dzikim zwierzęciem, dotarło do niej, że powinna się jak najszybciej wynosić, inaczej zostanie pożarta. “Muszę już iść” - chciała, żeby zabrzmiało jak najbardziej naturalnie, choć miała świadomość absurdalności całej tej sytuacji. Oto była w hotelu na godziny, półnaga, z ciemnoskórą bestią twierdząc, że seks nie wchodzi w grę. Nie była zbyt przekonująca. Bestii kończyła się cierpliwość. Rozum i racjonalne myślenie poległo w nierównej walce z pożądaniem i dążeniem do zaspokojenia.  Z tego, co nastąpiło później, pamięta tylko fragmenty. To, jak rzucił się na nią i jak krzyczała. I to, jak jedną ręką zatkał jaj usta, drugą zerwał z niej majtki. Broniącą się przycisnął do materaca. Kopała i gryzła, ale żelazny uścisk nie słabł. Niespodziewanie rozległo się pukanie do drzwi. Obsługa hotelowa, zaniepokojona krzykami dochodzącymi z pokoju przyszła sprawdzić, czy wszystko w porządku. Wykorzystując okazję, chwyciła swoje rzeczy i wybiegła.

Zadzwonił do niej dwa dni później, upewnić się, czy wszystko w porządku i wyznać miłość. Nalegał na spotkanie. Przekonywał i tłumaczył, że tylko z nią wyobraża sobie dalsze życie. Zaprosił na niedzielny obiad do matki.

Ona… zdobyła nowe doświadczenie, nauczyła się czegoś. Strata koronkowych majtek wcale nie była wygórowaną ceną.

 

 

Onanizm psychiczny

Jest późne popołudnie, wyciągnięta na leżaku rozkoszuję się chwilą spokoju. Zieleń. Zielony zakątek otoczony oceanem betonu. Tu gdzie mieszkam, zieleń jest luksusem. Każdy skrawek wolnego terenu jest zagospodarowany, nikt normalny nie marnuje wolnej powierzchni na rabaty z kwiatami, kępki truskawek czy wdzięczące się do słońca pomidory. Dzikie wino oplata ogrodzenie, jeśli zostawię coś w zasięgu żyjących własnym życiem pnączy, zaanektują to natychmiast. Nieraz musiałam walczyć z nimi, by oddały zbyt blisko postawione krzesło. Drzewo figowe ugina się pod ciężarem owoców. Swą obecnością przypomina właścicielowi ziemi, że przyjechał dawno temu ze słonecznej Italii. W pogodni za pieniędzmi łatwo zapomnieć o całej reszcie.

Warto czasem przystanąć i pomyśleć. Zatrzymać się, zastanowić dokąd, po co i za czym. To również luksus. Znacznie prościej jest nie myśleć… biec dalej. Tylko niektórych stać na odwagę, by przyjrzeć się sobie z boku.

Jak przystało na masochistkę, czerpię przyjemność z wiwisekcji własnej psyche. Psychiczny onanizm uwieńczony mentalnym orgazmem.

Teraz znowu będę mogła przez chwilę poudawać normalną.

 

Alive

Zainteresowanych pragnę poinformować, że pomimo ataków hakerskich, trzęsienia ziemi oraz huraganu Irene, mam się świetnie.